Redukcja Transferu

0
2019
fot. Fotolia

Taki tytuł wymyśliłem, żeby zapamiętać o czym chcę dziś pisać. Ale jak się głębiej zastanowiłem, to dokładnie o to chodzi. Może na końcu w podsumowaniu dokładnie o co chodzi w tytule, zacznę jak zwykle od wprowadzenia.

Ocena ryzyka ubezpieczeniowego na przykładzie mostu Łazienkowskiego

To artykuł jaki przeczytałem kilka dni temu na stronie zaprzyjaźnionej firmy. W samym artykule jest wskazane jak można prawidłowo … redukować ubezpieczenia, w taki sposób, aby za bardzo nie bolało. Przykład – flota pojazdów.

Przypomnę tylko, że redukcja w bezpieczeństwie, to obniżanie ryzyka za pomocą różnych narzędzi (zabezpieczeń), a transfer ryzyka, to po prostu przeniesienie go na inny podmiot. Celowo nie piszę – przeniesienia skutków, bo coraz częściej zauważa się, że popularny outsourcing, poza obniżeniem kosztów, jest też tak naprawdę transferem ryzyka dla tej konkretnej (redukowanej) działalności.

Ot, żeby nie być gołosłownym – konwoje gotówki, to redukcja utraty gotówki, zdrowia i życia pracowników, którzy musieliby utarg odnosić do banku.

Ale klasyczny transfer najczęściej kojarzy się z ubezpieczeniem. Jak widać w przypadku Mostu Łazienkowskiego… średnio wyszło. Czy naprawdę był źle ubezpieczony, czy może jednak czegoś zabrakło?

Trudne małżeństwo

W artykule cytowanym wyżej pada kilka stwierdzeń, kiedy bezpiecznie ograniczać ubezpieczenia, ja dziś z nieco innego punktu widzenia. Pisałem jakiś czas temu o TPM, BCM i innych takich równie fajnych skrótowcach. Dziś również o nich, z innego punktu widzenia.

Ryzyko zostało „nieco” niedoszacowane. A szkoda. Szkoda, że tam, gdzie zostało „podniesione” w trakcie remontu prawdopodobieństwo, zapominano o trudnym małżeństwie transferu z redukcją – czyli ubezpieczenia, z prewencją. trudnego, bo w klasycznym podejściu często rozdzielanego (co najmniej między różne działy w firmach) a tak naprawdę powinno iść w parze.

Zadanie – ot takie na weekend, dla bezpieczników – wszystkich. Security managerów, loss-prevention, asset protection, maitenance (jako utrzymanie ruch, dla mnie to bezpiecznik od ciągłości produkcji) i wielu innych. Poszukajcie, jakie macie wyłączenia w polisach… albo inaczej:

  1. Poszukajcie polis. Jak znajdziecie – szczególnie jak są korporacyjne, to już pierwszy sukces.
  2. W polisach poszukajcie wyłączeń i ograniczenia odpowiedzialności ubezpieczyciela.
  3. A na deser doczytajcie franszyzy redukcyjne.

Punktacja za zadanie:

Zadanie 1. Możecie spokojnie przyjąć, że przyszło nowe źródło wymagań dla systemu bezpieczeństwa. Więc nikt już nie powie, że nie macie co robić.

Zadanie 2. Tu uprzedzam. Może przestać smakować piwo, szczególnie tym, którzy polisy przeoczyli. A całkiem poważnie – po zapoznaniu się z wyłączeniami i ograniczeniem odpowiedzialności – od razu można nałożyć wyniki oceny ryzyka i … zobaczyć które konkretne prace należy dodatkowo zabezpieczyć (technicznie i organizacyjnie, bo zmiana polisy rzadko wchodzi w rachubę). Ze standardowych rozwiązań – większy nadzór nad wykonawcą prac „wykraczających”, dodatkowe zabezpieczenie techniczne oraz wymóg określonego poziomu ubezpieczenia u wykonawcy (jeśli zewnętrzny). Przykłady? A proszę…

Zadanie 3. To na kolejny wpis 😉

Case 1: Ubezpieczenie maszyny wyłączone zostaje, jeśli prace serwisowe wykonała osoba nieprzygotowana. SUR (służba utrzymania ruchu) uznała, że tak dobrze zna maszynę, że sama będzie szkolić nastawiaczy i osoby wykonujące drobne naprawy na miejscu. Pech chciał, „zepsuło się”. Odmowa wypłaty, bo w tej konkretnie maszynie, w DTR-ce było wielkimi literami, że czynności te mogą wykonać tylko osoby posiadające szkolenie producenta w zakresie obsługi serwisowej maszyny. Skutek? Finansowo – mocno zabolało, utrata gwarancji również. Na szczęście udało się uchronić od przeróbki i „zmiany” producenta.

Case 2: Prace pożarowo niebezpieczne (PPN). Ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania, jeśli zadania w zakładzie prowadzone są niezgodnie z zasadami. Pech chciał, że serwis zewnętrzny jakoś nie został zapoznany z IBP i zasadami wykonywania PPN i pech kolejny chciał, że się „zajarało”. Skutek? mocno zabolało finansowo – a firma, podwykonawca nie miała stosownego ubezpieczenia. Bo wiadomo – ubezpieczyciel, na podstawie zapisów OWU odmówi wypłaty. Firma mało się nie „złożyła”.

Mogę naprawdę tak długo wymieniać ciekawe przypadki, ale nieco podsumuję.

W case 1 – wystarczyło uważnie przeczytać instrukcję i oznaczyć maszynę, jako wyłączoną spod standardowego serwisu (piktogram zrozumiały dla wszystkich). Proste rozwiązanie organizacyjne a powoduje, że nie ma prawa nikt się dotknąć do maszyny, poza 3 osobami z SUR.

W case 2 – poza zapoznaniem z zasadami wykonywania PPN (obowiązkowe) i IBP (jak wyżej, bo PPN w iBP), dodatkowy nadzór powinien sprawdzić sposób wykonania pracy. A to naprawdę banalnie można zrobić, bo … nawet pracownikami ochrony. Wystarczy dać check-listę do wypełnienia na początku, potem do sprawdzenia wykonania pracy, potem do kontroli po zakończeniu.

Polisa – świetna podstawka… pod herbatę

Zastanawiam się czemu tak jest, że polisy są niedostępne i dochodzę czasem do wniosku, że to korpo-kultura. I Korpoludek (w pejoratywnym znaczeniu) jest niebywale dumny ze swojego stanowiska. Takiego, które daje mu moc dysponowania korpo-kwitem (dokumentem korporacyjnym), podpisywanym w centrali, a w „sajcie”, (czyli fabryce), znanym nielicznemu gronu wtajemniczonych.

Tymczasem to nie tak. Polisa, jako zabezpieczenie w sumie najgorszego, jak widać, również nie zadziała, „jeśli… i te „jeśli” to jest przedmiot – uwaga, buduję napięcie…. to jest przedmiot…. (nadal buduję napięcie)…. no dobra – to jest przedmiot SZKOLENIA dla osób, które wykonują prace objęte polisą w szczególności wykonujący działania (lub nadzorujący) wszędzie tam, gdzie może dość do wyłączenia odpowiedzialności. A korzystać w zabezpieczeniu (przed wyłączeniem i przed zdarzeniem – pojawia się synergia) powinni ze wszystkich dostępnych środków.

Dygresja (bo być musi):

Dla bardziej rozwiniętych systemów – to ryzyko niezadziałania zabezpieczenia. Tak samo jak w przypadku systemów anty-fraudowych, ryzykiem jest brak reakcji, oznaczenia czerwonych flag, czy w ogóle odpalenia FRP (fraud response plan), w bezpieczeństwie ppoż – zignorowanie sygnału, albo wręcz „skaskowanie” bez potwierdzenia, w bezpieczeństwie fizycznym – brak interwencji na włamanie, czy inne działanie. Czyli w sumie nic nowego – po wdrożeniu zabezpieczeń należy ocenić, w jakich parametrach i warunkach NIE ZADZIAŁA. I … wdrożyć zabezpieczenia, na brak działania… Tak, tak, to już dwa kroki do schizy… ale taki zawód.

Fałszywe bezpieczeństwo – czyli podsumowanie

Według podziału D. Freia – fałszywe bezpieczeństwo istnieje wtedy, gdy zagrożenie postrzegane jest jako niskie, a tak naprawdę jest wysokie. Ot i tyle podsumowanie.

PS. Zapomniałem całkiem o Moście Łazienkowskim. Faktem jest, że brak oceny ryzyka zabolał (wszystkich). Ale w przypadku, gdy składka byłaby zbyt wysoka, a ryzyko naprawdę bardzo mało prawdopodobne, to wtedy należy po prostu wdrożyć owe zabezpieczenia dodatkowe. Ze strony Urzędu Miasta – kontrole (ale poważne, a nie kawka), a dodatkowo jeśli Straż Miejska potrafi pilnować tęczy, to czemu nie podjedzie prewencyjnie w rejony zagrożenia (KMZ – kontrola miejsca zagrożonego, na wzór policyjnych rozwiązań). Warszawska SM robi takie rzeczy na naprawdę idiotycznych czasem miejscach (ktoś ze wspólnot czy innych podmiotów wie co zrobić, żeby objąć miejsce KMZ-tem). Więc naprawdę nie rozumiem dlaczego nie wykorzystano w tych działaniach. … choć w sumie wiem. Nikt nie przeszacował ryzyka, że w wyniku prac budowanych może wystąpić pożar….

Ale to już elementarz ochrony ppoż i tym bardziej … ehh… bez komentarza, bo wyjdzie, że się w politykę bawię.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here