Być Może Będziemy Musieli Go Zabić…

0
1437
fot. Fotolia

Jak im za dobrze pójdzie…

Nie, wcale nie. Nie zmieniłem profesji, nie stałem się pistoletem do wynajęcia. Powyższy cytat pochodzi z konsultacji między specjalistami współpracującymi ze mną w przygotowaniu ćwiczenia z reagowania i zarządzania kryzysowego. Ćwiczenie jest elementem systemu gotowości na awarie oraz systemu zarządzania ciągłością działania (typowy crisis management).

Scenariusz główny i komplikatory

Całość budujemy na dwóch podstawowych dokumentach – właśnie scenariuszu głównym i komplikatorach (właściwie – scenariuszu komplikacji).

  • Scenariusz główny – to przebieg kryzysu wynikający z naszej wiedzy, wiedzy osób pracujących w danej firmie (znających surowiec, maszyny, otoczenie). Plus oczywiście nasza kreatywność, ale w ramach. Ramach doświadczenia zawodowego, ramach możliwych scenariuszy rozwoju. Naprawdę nie ma nic gorszego jak wymyślanie bajek z kosmosu. A więc scenariusz główny jest po prostu tym, co nam przyszło do głowy, znając ryzyka, karty charakterystyki, analizy ryzyka (robimy zawsze ryzyka poważne i prawdopodobne, bo czasu na szkolenie w roku nie jest dużo), a jak firmy posiadają, to posiłkujemy się HAZOP-em, FTA, ETA, FMEA i innymi ciekawymi analizami.

Scenariusz komplikacji… czas na dygresję.

Ponad 10 lat temu zostałem zaproszony do Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce na jedno z pierwszych sympozjów z cyklu zarządzanie kryzysowe w powiecie i gminie (za sprawą prac w zespole w UM Warszawa – właśnie w temacie kryzysów i ewakuacji). I tam zobaczyłem w praktyce wykorzystanie założeń teoretycznych budowania komplikatorów. W symulatorze łodzi podwodnej siedziało kilku młodych marynarzy. A my byliśmy po „właściwej stronie” – czyli za plecami instruktorów. Dozowanie komplikatorów (pożar pokładu, zakleszczenie torpedy, rozszczelnienie grodzi) były prowadzone bardzo uważnie. Mimo pozornego „luzactwa” instruktorów, widać było ogromne napięcie i dystans do pracy. Widać było, że SZKOLĄ marynarzy a nie chcą ich zajechać. Mimo całej teorii posiadanej nieco wcześniej (tak z 6-8 lat) to właśnie w tym miejscu i czasie zobaczyłem, kim jest prawdziwy instruktor, trener, szkoleniowiec – w trudnych tematach. Gościem, który szuka granicy wytrzymałości zespołów. Nie po to, żeby udowodnić, że są ciency. A po to, żeby zobaczyć jaka przed NIM jeszcze droga. I jak rozłożyć siły na szkolenie – swoje i podopiecznych.

  • Komplikatory – czyli jak budujemy. Otóż kompilatorów zawsze jest kilka do kilkunastu (czasem kilkudziesięciu). Efektem pracy jest tabelka, z informacją kiedy (w której minucie kryzysu – zawsze liczymy w minutach nawet jeśli wchodzą w tysiące, nieco zmienia się notację) możemy coś wprowadzić i będzie miało to sens. Sama praca to dobrze znana analiza zdarzeń (ETA), z warstwami zabezpieczeń. Czyli nic nowego, a nawet czasem NUUUUDY. Ale efekty są całkiem fajne. No i za sprawą doświadczeń z Ustki – dozowane zależnie od zespołu.

I tak w niedługim czasie, w ramach programu edukacyjnego realizowanego przez Europejską Akademię Bezpieczeństwa i Ochrony Bezpieczna Fabryka, zrealizujemy trzy takie szkolenia. Wiem, jak będę zmęczony po nich, ale wiem też jaka jest satysfakcja. Mimo całej elokwencji i w miarę „lekkiego pióra” nie umiem jeszcze tego ubrać w słowa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here