Wyżymanie…

0
40

Ostatnio, patrząc na to co zaczyna się dziać zarówno z nauką o zarządzaniu jak i (już chyba też nauką) o zarządzaniu bezpieczeństwem, wymyśliłem sobie termin: „wyżymanie”. W wielkim skrócie chodzi o to, że wiele opracowań praktycznych, w tym nawet prac studentów (czy to licencjackich, magisterskich czy wyżej) jest „wyżymane”. Czyli wyciągana jest esencja z takiej pracy, czasem łączona z esencją inne pracy i następnie w zaciszu uczelni są ze sobą zestawianie i powstaje dzieło. Tym razem teoretyczne, ale w pełnym znaczeniu tego słowa.

Czy to jest dobrze czy źle – trudno ocenić bez konkretów. Źle będzie jak będzie to wymyślanie własnych, czysto teoretycznych rozwiązań, szczególnie w obszarze zarządzania. Niezależnie, czy bezpieczeństwem, czy ogólnie organizacjami. Dobrze, jeśli będzie to w celu upraszczania rozumienia, wskazywania różnych punktów widzenia.

W związku z takim działaniem widzę też spore zagrożenia. Główne w mojej branży – to przeteoretyzowanie. Na przełomie zeszłego i tego roku miałem kilka zapytań, próśb o pomoc w … interpretacji tematu i celu pracy jakie zostały zadane przez promotorów. Na kierunkach związanych z bezpieczeństwem. I mając 18 lat różnego doświadczenia zawodowego w bezpieczeństwie (a wliczając Ochotniczą Straż Pożarną – tylko mniej zawodowo – to 25 lat), nie byłem w stanie wprost odpowiedzieć, o co promotorowi chodzi. Pomogłem oczywiście, wskazując co można zrobić, zalecając jednakże za każdym razem, aby skonsultować kierunek z promotorem.

Niektóre odpowiedzi bardzo mnie zaskoczyły. Bywało, że dość dobrze udało mi się odgadnąć intencje, w innych przypadkach była niestety porażka. Okazało się bowiem, że promotorzy na siłę chcieli narzuć temat pracy w którym student użyje metodyki czy narzędzi opisanych we wcześniejszych pracach studentów owego promotora. Niestety, techniki, metody i narzędzia NIJAK NIE PASOWAŁY.

I to jest moim zdaniem dowód na wyżymanie. Jedna z prac, bardzo fajnie napisana, powołuje się pewne na metody i narzędzia. Bardzo ciekawe, ale… z innego obszaru (bardziej szczegółowego i wycinkowego w ramach dużego projektu). I ta sama metoda, zdaniem promotora MUSI być zastosowana do drugiego projektu, drugiej pracy (projekt na zupełnie innym poziomie działania organizacji, metody z pierwszej pracy do zastosowania do podprojektów realizacyjnych, jeśli wystąpią). Wygląda na to, że wystarczy poznać jedną metodę i na siłę stosować do innych obszarów – ale… tak się nie da. I to jest największe zagrożenie „wyżymania”. Bo w praktyce potem okazuje się, że nie do końca pewne narzędzia są do zastosowania – z różnych powodów (brak danych wejściowych, brak umiejętności osób z zespołu w danym obszarze etc), ale student, a później specjalista, konsultant, za sprawą nauki na uczelni – będzie usiłował „dopasować” narzędzie. Dopasować, a nie dobrać.

Nie jest tak źle…

Na szczęście zmiany, jakie ostatnio zachodzą w szkolnictwie wyższym są pewnym mechanizmem obronnym przed takim przeteoretyzowaniem zarządzania bezpieczeństwem. Wiele z prac musi być opartych o praktyczne działania. Dzięki czemu coraz więcej uczelni poszukuje firm i instytucji, które pomogą studentom na praktyczne działanie, które potem może zostać opisane w ramach takiej pracy. I mam nadzieję, że to spowoduje, że jednak do środowisk akademickich dotrą rozwiązania ze sfer praktycznych.