Uczę się do egzaminów…

0
34

Czytam, słyszę w kolejnym miejscu… Uczę się do egzaminów. Czy tylko ja jak to widzę lub słyszę mam niemiły zgrzyt? Czy naprawdę nauka na wymarzonym kierunku, który robimy z pasji kończyć się musi “uczeniem do egzaminów”?

Zastanawiam się nad tym i nieco nie bardzo chce mi się wierzyć. Wiem, jak wyglądają programy nauczania. Wiem jak często są tworzone (teoria akademicka nad teorią “praktyczną”) – teoria być musi. Ale.. czy naprawdę te programy są tak od życia oderwane, że trzeba się UCZYĆ DO EGZAMINU?

Pytanie pozostanie otwarte. Jak coraz więcej pytań… Chyba wiek już ten że więcej pytań niż odpowiedzi…

Ale otwartość pytania to rozterka. Miedzy tym, czy naprawdę człowiek “uczący się do egzaminu” wybrał właściwy kierunek, czy może jednak to kierunek jest niekoniecznie właściwie przygotowany.

A może warto poszukać zrozumienia u siebie? Nieco mniej byłoby bezrobotnych magistrów i licencjatów, jakby ROZUMIELI do egzaminu, a nie UCZYLI się do egzaminu. Przynajmniej w mojej branży. Bo ja cały czas mam deficyt ROZUMIEJĄCYCH. Ci co mają wykute na blachę normy – tak, tych jest wielu, nawet zbyt wielu… Ale ja nie robię egzaminu szukając współpracowników. Ja szukam zrozumienia u nich…