Trzecia noga Impela

0
1248
Fot. Fotolia

Dość po cichu Impel przemyca nowy segment swoich usług. Mowa o industrial service, o którym mowa była w raporcie kwartalnym za Q3 2016, a pojawia się też w liście prezesa do sprawozdania za cały rok 2016.

Impel od lat mnie intryguje. Z jednej strony rozmach, ale z drugiej dość dziwny sposób działania. Niektóre z pomysłów wyglądają jakby realizowane przez napalonego nastolatka, który wpadł na cudowny pomysł, o którym za chwilę zapomni, zanim na dobre się rozwinie. Ot choćby Impel Safety i 2013 rok (jak dobrze pamiętam w lipcu był pomysł, ale na jesieni już było wiadomo, że nic z tego). Z drugiej strony niektóre pomysły… takie szczerze „od czapy”. Coś kojarzę jakieś grille przy drodze. Może i coś z tego byłoby, tylko mam wrażenie, że na realizację całkiem nowych koncepcji to trzeba nieco więcej niż rok, czy dwa. To już nie dzikie lata 90-te ubiegłego wieku, gdzie sprzedawało się wszystko. Ale wróćmy do Impela i koncepcji.

Co wiadomo?

Z informacji prasowych i listu tak nieco niewiele. Usługi dla branży przemysłowej. Świetnie, ale tych usług jest cała masa i … nie wszystkie są moim zdaniem sensowne.

Bezpieczeństwo przemysłowe

Tak, tutaj moim zdaniem jest pole do popisu. Roboty jest przysłowiowa masa (nie mylić z Masą – podobno skruszonym gangsterem). Np:

  • ATEX – czyli atmosfery wybuchowe. Od lat problem w polskich firmach, bo… mało kto tego dotyka. Zamieszanie jest tym większe, że podobnie jak kilka innych koncepcji i pomysłów, dość mocno po przepisach porozrzucane. Najciekawsze, że dokument zabezpieczenia przed wybuchem to… domena BHP, nie strażaka. Poważnie. Wynika z art. 237 (15) Kodeksu pracy. Ale w przepisach o ochronie ppoż też znajdziemy. Więc ogólnie misz-masz, który naprawdę mało osób ogarnia. A roboty… oj matulu. Jak uznam, że w Polsce 20% obiektów przemysłowych ma prawidłowo zrobiony ATEX to będę naprawdę optymistą. A że ostatnio się nieco zmieniło, to i zapotrzebowanie jest większe.
  • Bezpieczeństwo maszynowe. Tak nazwę w ogólności dość szeroką tematykę. Ogólnie to co maszyna może komuś zrobić i ktoś może tej maszynie. Dwie dyrektywy – narzędziowa (skierowana do pracodawców i jak wyżej – działanie wynika z Kodeksu Pracy i rozporządzenia) oraz maszynowa  (tu transponowanie przepisów unijnych idzie przez ustawę o ocenie zgodności). A problem jaki istnieje… Otóż to, że maszyna ma CE nie oznacza, że już jest wszystko OK, bo może się zdarzyć, że będzie pracować w dość niekorzystnym środowisku. Dla siebie i dla innych. Więc warto to ocenić. Tym bardziej, że brałem udział w obsłudze kilku kryzysów, w których okazało się, że organ nadzoru rynku potrafi przyklepać to i owo, jak nie ma spełnionych wymagań minimalnych (przypomnę, to na pracodawcach ciąży obowiązek użytkowania maszyny bezpiecznie). Nie rozwijając się – roboty masa. Ale … tez i inna ciekawa sprawa.  Otóż do Polski bywają ściągane maszyny spoza UE, co oznacza, że jest sporo roboty z nimi tak, aby mogły być użytkowane na terenie UE. Druga rzecz – jeszcze spotyka się wiele, oj naprawdę wiele maszyn, które zostały wprowadzone do użytku przed czerwcem 2003, a to oznacza, że muszą spełnić wymagania minimalne. I tu czasem też sporo pracy.

Tu na chwilkę się zatrzymam. ATEX i dyrektywa maszynowa. Bywa wesoło, bo czasem maszyna pracuje w strefie zagrożonej wybuchem i poza tym, że ma ATEX i CE, to jednak coś się potrafi zadziać. Kryzys jaki obsługiwałem w 2015 roku (zapłon w takiej atmosferze) uświadomił mi wyraźnie, że jest sporo roboty na styku tych dwóch regulacji.

  • Zakłady dużego i zwiększonego ryzyka poważnej awarii przemysłowej. A tu… ochrona środowiska. Specjalnie nie pisze bezpieczeństwo środowiskowe, bo się fani ISO 27k oburzą. Bo w normie z wymaganiami dla bezpieczeństwa informacji ma to zupełnie inne znaczenie. Na początek – poważna awaria przemysłowa ma swoje definicje. I nie chodzi o ludzi, właśnie w dużej mierze o środowisko. Znów w skrócie – zakłady mogą być klasyfikowane jako zwiększonego (ZZR) lub dużego (ZDR) ryzyka wystąpienia takiej awarii. Tu znów – całkiem fajna robótka. Dla tych zwiększonych – co najmniej PZA (program zapobiegania awariom), dla tych wyżej jeszcze WOPR (wewnętrzny plan operacyjno-ratowniczy). Oczywiście wszystko poprzedzone analizami. Żeby było ciekawiej – dyrektywa SEVESO III, która wchodziła jakiś czas temu zwiększyła rynek na te usługi. Po pierwsze objęła nowe kategorie zakładów swoim działaniem (między innymi magazynowanie gazu na lądach – dzięki czemu miałem przyjemność szkolić cały PGNIG, czyli Sanok i Zielona Górę, z tego zakresu). A po drugie – tu ciekawiej. Otóż nieco poszerzono zasady współpracy w efekcie domina, do tego dodane są kwestie informowania społeczeństwa (Aarhus), między innymi poprzez stosowne zapisy w planach zagospodarowania. To w ogóle fajna kwestia – bo wiele informacji o tym, które zakłady i co produkują jest w necie, co powoduje, że działania przeciw terrorystyczne, w tym użycie ochrony fizycznej do wykrywania aż się prosi (przez synergię).
  • I oczywiście zwykła pożarówka. Czyli inspektorzy ochrony ppoż, ale tu też jest potencjał na synergię. Ale jest to tak proste i tak banalne rozwiązanie, że szkoda mi pisać.

Chyba wystarczy. Teraz gdzie miejsce Impela?

Cóż analizy są takie same. Nawet dziś w Londynie gadałem przy okazji konferencji z cyklu Business Resilience o tym, że nie ma znaczenia zasób czy proces. Analiza jest ta sama. A tych mamy naprawdę dużo. Z przemysłowymi – dla mnie z naprawdę mistrzostwem – ARAMIS, czyli accidental risk assessment metodology for industries (opracowana z udziałem naszego wybitnego specjalisty prof. Kazimierza Lebeckiego, którego mam przyjemność znać osobiście). Po drodze mamy oczywiście ISO 31000 – które jest dla każdego biznesu. Mamy też analizy HAZOP – też się da wykorzystać w każdą stronę. Analiza BOW-TIE, która opiera się o FTA (drzewo błędów) i ETA (drzewo zdarzeń) – też do wykorzystania w każdej działce bezpieczeństwa (jest baza w ARAMIS). A Impel ma dwa kroki do tego.

Czemu tak piszę? Otóż rok temu w ramach realizacji kontraktu „interim safety & security manager”, dla jednego z zakładów przemysłowych szukaliśmy firmy ochrony. Impel, jako jedyna firma z zaproszonych wykonał analizę zagrożeń jako zadanie praktyczne. A zaprosiłem 6 firm. Więc wygląda na to, że mają pojęcie, tyle że warsztat wymaga doskonalenia.

Ale jest to baza do realizacji. Tym bardziej, że jest gdzie testować – tyle obiektów, tyle near-missów dziennie, tyle zdarzeń.

Czego się obawiam?

Jak pisałem na początku – dość … dziwnego podejścia. Obserwuję Impel od praktycznie samego początku, nawet niewiele brakowało a bym się zatrudnił (jak miał biuro w Warszawie, niedaleko Ronda Starzyńskiego). Ale firma mnie zaskakuje. Już pominę grille, ale naprawdę ubieranie ochroniarzy w roboty porządkowe, czy szukanie tego typu rozwiązań to po prostu głupota. Bo klienci nie mają ogarniętego bezpieczeństwa w innych obszarach, co jest bardziej synergiczne.

A obawiam się… że firma będzie chciał pójść np. w utrzymanie ruchu. Cóż… po pierwsze primo (jak mówią moi idole) jak maszyna jest na gwarancji, to żaden producent nie wypuści serwisu w ramach gwarancji. W tym patentów na przedłużanie jej. Po drugie primo – jak maszyna nie ma już gwarancji, to z reguły jest „łatana”. Czyli zalecenia producenta… są u producenta. Nie raz realizowałem kontrakty (czy to audyty, czy wdrożenia), gdzie dokumentacje trzeba było „odbudować”. Czyli napisać do producenta aby dosłał instrukcje i DTR-ki. Bo w firmie nikt nie zawracał sobie głowy instrukcją użytkownika, czy serwisu (albo nawet napraw). Przy czym naprawdę bywa, że serwis „własny” ma więcej pojęcia o maszynie pracującej w danym środowisku niż jej producent czy serwis producenta.

Więc tu nie widzę pola do popisu.

TPM, krytyczność maszyn czy inne LOTO

Tak… kilka różnych systemów, z kilku różnych branż. Tak, to może się udać, ale… też jest dość problematyczne. Kultura techniczna jest u nas nieco.. daleko. Kultura bezpieczeństwa i higieny pracy (LOTO), też jest daleka od ideału. Oczywiście są wyjątki. Ale projekty leżą na ulicy. Tylko mam wrażenie, że jeszcze w zarządach tych firm nieco brak świadomości. A zaczynać trzeba od góry.

Podsumuję nieco

Pomysł wydaje się ciekawy. Ale widząc przeszłość Impela, to mam wrażenie, że często patrzy za daleko od siebie (bezpieczeństwa i ochrony), żeby szukać sensownej synergii. Od lat przecież można spokojnie integrować rozwiązania w ochronie fizycznej z pożarówką i danymi osobowymi. To są dwa obszary obowiązkowe, a więc handlowo jeszcze jeden argument. BHP raczej ciężko dotknąć, bo w Polsce mamy przepisy dość kuriozalne, w których jest to zawód regulowany i do tego wymaganie służby BHP pojawia się od dość niskiego progu zatrudnienia (i mamy kwiatki w postaci 1/64 etatu…).

Dlatego obawiam się, że zamiast rozwijać i doskonalić jedną z „nóg”, będzie trzecia, całkiem od czapki.

Ale zobaczymy – czas pokaże.