Szkoły, szkolenia, uczelnie…

0
29

Wczoraj pozwoliłem sobie nieco skrytykować panią minister Kudrycką. Może nie wprost, ale jednak. Dziś dalszy ciąg thrillera pt. Uczymy się…

Naszło mnie pewne spostrzeżenie. Otóż istnieje taka jakaś dziwna prawidłowość w której z jednej strony patrzymy na “kwity” ukończenia szkół, uczelni, kursów. A z drugiej… określane jest to często mianem teorii. I niestety zauważam to zarówno po stronie tych, którzy owe “kwity” posiadają i radośnie dostarczają, jak i tych, którzy z nich korzystają. Nie bardzo rozumiem w takim razie fetysz owych “kwitów” i to, że wczytujemy się jakie ktoś tam uczelnie pokończyli, uznane kursy, jak potem wyrzucamy to do kosza z napisem TEORIA.

Kto kogo w takim razie oszukuje? Student samego siebie, bo robi “kwit”? Wymagany przez pracodawcę, który się pocieszy, a potem powie – dobra tamto to teoria, ja cię roboty nauczę.

Naprawdę przestaję rozumieć moich …. a nie, nie rodaków. Okazuje się, że nie jest to nasza krajowa domena – to jakaś ogólnoświatowa hipokryzja. Kolega, który rozpoczął prace w uznanej firmie – top w branży powiedział mi dokładnie to samo. Na rekrutacji wymagane i wysoko punktowane dobre uczelnie. W pracy… nic nie znaczą.

Cóż, człowiek jest nieco skomplikowany…