Samoistne (naturalne) zabezpieczenia

0
54

Kolejna firma… kolejny spec od bezpieczeństwa (zwany w skrócie bezpiecznikiem)… i… kolejne super zabezpieczenia, wymyślone patenty, kombinacje, sposoby, rozwiązania tyle, że … sztuczne.

I po co?

Pani Krysia (imię zmienione – jak i wszystkie, data wpisu też) jak ją ktoś pyta, kto zajmuje się dostawami surowca, dostaje zesztywnienia mięśni, spina się i blokuje. Po czym dość agresywnie „spuszcza” klienta.

Pani Zosia, jak słyszy pytanie, kto jest szefem produkcji – odpowiada z wrodzonym taktem i kulturą, a co to pana obchodzi?

Ale nie… to nie jest dobrze. Bezpiecznik widzi standardy brytyjskie (dobre bo zachodnie) czy też ISO (jeszcze lepsze bo międzynarodowe). Patrząc na te standardy, nie zawsze proste do przeniesienia, zapomina. Zapomina o istocie działania w bezpieczeństwie. A jaka jest ta istota? Mógłbym znowu o modelu Scheina i przekonaniach, ale to by było zbyt teoretyczne. Powiem bardziej przyziemnie (choć to w modelu jest jako przekonanie). Pani Krysia i Pani Zosia WIEDZĄ co mają robić. Nawet jeśli nie potrafią wytłumaczyć jaka jest przyczyna, jeśli nie potrafią umiejscowić swojego zachowania w systemie bezpieczeństwa (tutaj informacji) to WIEDZĄ.

Ale przychodzi Pan Bezpiecznik. Pan, bo gość. Pan Bezpiecznik wywala wszystko do góry nogami i wdraża swoje. I uczy, uczy, uczy (a może „Óczy”?)… zachowań, postępowania, właściwych postaw… Tylko czy one były niewłaściwe?

Czas na konkluzję. Choć ta konkluzja była zawarta w pytaniach pani Zosi i pani Krysi – panie Grzegorzu, co było złego w tym co robiłyśmy?

Szczerze? Nic. Postępowanie było właściwe, nie udzielamy niektórych informacji przez telefon, a panie doskonale wiedziały, których to informacji się nie udziela. Zaskoczył mnie również mechanizm rozdzielenia, rodem z art 11 ust 4 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i warunek tam zawarty – nie ujawnione do wiadomości publicznej. Panie Zosia i Krysia ustaliły sobie (samodzielnie) że to co na stronie internetowej (podane do wiadomości) tajemnicą objęte nie jest. A to czego nie ma – nie powiedzą.

I słusznie, choć można doprecyzować.

Ale co mnie najbardziej uderzyło. Wejście „z butami” orła – sokoła, eksperta od bezpieczeństwa, zabezpieczeń i walki z terrorem. Moim zdaniem przegrał na wejściu. Zamiast zdobyć pomocników, tylko ich zraził. I co najważniejsze, wywalił istniejące zabezpieczenia, bo jego lepsze – mimo, że w działaniu identyczne.

Czas na apel. Ale też nie prosty. Szukajmy zgodności, identyfikujmy zabezpieczenia. Szukajmy sedna działania, kwitologię się dorobi. Jeśli działanie słuszne, to je trzeba po prostu wygładzić czy też „ograć” i będzie niebywale skuteczne. Bo wynika z przekonania, nie z narzuconych pomysłów.

Pani Zosia i Krysia to mocne elementy systemu bezpieczeństwa. Ale chyba były… Bo teraz same nie wiedzą, o co w tym bezpieczeństwie chodzi…