Ryzyko (nie)uczciwości

0
41

Dyskusja w Business Dialog, nad wpisem Dariusza Dumy „Ufaj i sprawdzaj” skłoniła mnie do pewnej refleksji. Otóż, spece od ryzyka … maja dużo pracy, szczególnie jak już jest PO zdarzeniu. Mogą szefa firmy za rękę potrzymać, pocieszyć… Tak – to też. Wszak zawiedzione zaufanie jest naprawdę poważnym problemem. Zmienia się pogląd na świat, w modelu Frei`a można nawet przejść z fałszywego poczucia bezpieczeństwa do obsesji na punkcie zagrożeń.

Ale z drugiej strony refleksja o jakiej już pisałem, czyli rozmywaniu szacowania ryzyka, poprzez stosowanie kilku, a czasem kilkunastu standardów, technik czy metod. O tym, że rozproszenie takie powoduje, że gubimy co najważniejsze, czyli kompleksowość szacowania i oceny. I tu może być pewna przyczyna późniejszych zdarzeń…

Czym w katalogu zagrożeń bezpiecznika jest NIEUFNOŚĆ? Niczym innym tylko brakiem wiary, że będzie dobrze.

Nie ufamy naturze – bo potrafi nam huraganik sprzedać. Nie ufamy, bo deszcze konwekcyjne bywają i wychodzą poza III i IV poziom w skali Chomicza – czyli zdecydowanie przekraczają tzw deszcze ulewne. Ostatnio nawet trąby powietrzne się pojawiły, bo natura wymyśliła, że większe natężenie ekstra komórek burzowych dobrze nam zrobi. Ale… przewidujemy to, a przynajmniej zabezpieczamy się procedurami, planami reagowania kryzysowego etc. I MONITORUJEMY.

Nie ufamy technice. Wiemy, że rura może pęknąć. Może zawór się urwać. Może się elektronice pomylić i cos nam uruchomić. Więc na wszelki wypadek… tak, znowu MONITORUJEMY. Mamy okresowe przeglądy kominów, instalacji pożarowych, alarmowych. Mamy monitorowanie uszkodzeń w systemach sygnalizacji, wykrycia zagrożenia – ot tak na wypadek, jakby się zepsuły i … zagrożenia nie wykryły.

Ale… ludziom ufać powinniśmy (?). Bo to nasz kontrahent, pracownik, prezes, kierownik, dyrektor. ON się nie psuje. A jak próbujemy monitorować – to jest przypomnienie starej wschodniej prawdy, którą Darek zatytułował swój wpis – „Ufaj ale sprawdzaj”. I to w zdecydowanie pejoratywnym, negatywnym wydźwięku. Sprawdzenie staje się czymś bardzo negatywnym, piętnowanym.

I tu jest moja najgłębsza zaduma. Zgodnie z większością badań – człowiek jest źródłem od 60 do 80% wszystkich poważnych incydentów w firmach. Ciekawe prawda? MONITORUJEMY naturę, MONITORUJEMY technikę, bo mogą nam krzywdę zrobić. Ale łącznie w badaniach – 20% całej krzywdy. Ale nie MONITORUJEMY i nie szacujemy ryzyk „ człowieka”, bo to będzie nieufność… bo 20%  do 40% zdarzeń to nie od człowieka…

W dyskusji o której wyżej zaproponowałem umowę, jako gwaranta owej uczciwości, szczególnie przy różnorodności kulturowej. Ale co z umową zrobić? Hm… a może dać umowę przed realizacją bezpiecznikowi do znalezienia w niej potencjalnych ryzyk, oszacowania i … postawienia zabezpieczeń? Czyli ustanowienie systemu monitorowania zagrożeń? Wszak nawet duże firmy potrafią się kolokwialnie mówiąc – zwinąć. Ale nic nie dzieje się bez symptomów. Da się wykryć, może nie zawsze, ale da.

Ufać!!!, zakrzykną zapewne oponenci „ufaj ale sprawdzaj” i zwolennicy właśnie zaufania. Cóż. Po raz kolejny poczucie bezpieczeństwa i to, na ile zostaliśmy skrzywdzeni w biznesie i na ile nasze otoczenie zostało skrzywdzone daje o sobie znać. TAK – właśnie tak. Nie na ile zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni. Ot… jedna z firm produkcyjnych – elektronika. Sprawdzenia (dość płytkie) dostawców i wyjechały dwa tiry z towarem na 1,5 mln pln. Laborantka – wykonująca badania na produkcie – wyniosła dane całości, strata w rynku szacowana – 1,5 mln miesięcznie.

Mam jeszcze kilka w zanadrzu takich przykładów. Na szczęście nie wszystkie pochodzą z moich błędów.

Tytułem podsumowania. Ryzyka wynikające z działania człowieka, są zwykłymi ryzykami. Mieszczą się w kategoriach nadużyć, fraudów, kradzieży – jak kto woli. Są do rozpoznania, monitorowania i reakcji.

I jak to kilka osób już w dyskusji stwierdziło. Na zaufanie trzeba zapracować – więc niech tak będzie. Ale niech to nie będzie ślepe oczekiwanie, bo może się uda. Pomyślmy po prostu o tym w kategorii ryzyk.