Protesty mundurowych

0
34

Wczoraj wracając do domu słuchałem w różnych stacjach radiowych relacji z protestów. Czy są one słuszne czy nie, trudno ocenić. Hasła bardzo obrazowe jak również bardzo kwieciste wypowiedzi protestujących, zdradziły mi, że albo przygotowani przez rasowych protestujących, albo byli to sami rasowi protestujący. Ale nie o formie protestu i tym, że znowu wiele tych samych twarzy…

Raczej o problemie, czy tez dokładniej, jednym z problemów. A mianowicie o redukcjach. W organizacjach z prywatnym kapitałem, zatrudnienie zależne jest co najmniej od dwóch czynników – możliwości produkcyjnych i ilości zleceń/klientów. Co najmniej, bo tych czynników może być dużo, dużo więcej. A od czego zależy zatrudnienie w budżetówce? Całe zatrudnienie, bo nie chodzi mi tylko o czynnik ilościowy, ale też jakościowy (przygotowanie merytoryczne, wykształcenie itp). Na pewno od ilości klientów czy zleceń? No to może być problem, szczególnie w formacjach, które mają wpisane zadania prewencyjne. Mechanizm prosty –  ograniczą ilość zdarzeń, to zmniejszy się ilość zleceń. Więc będzie trzeba zmniejszyć ilość pracowników, obsługujących te zlecenia.

Może więc w końcu elastyczne formy zatrudniania? Dlaczego firmy prywatne mogą korzystać, a budżetowe nie? Dlaczego firma produkcyjna jak ma więcej zleceń, to przyjmuje, jak ma niej, to redukuje, a budżetowe nie mogą?

Wiem czemu nie mogą… Bo będą protesty. Zjedzie 16 organizacji, 50-cioma autobusami i zrobią zadymę… I nic to, ze nie ma uzasadnienia dla pewnego poziomu zatrudnienia, ważne, że jest stołek. Przy okazji, problem z oceną adekwatności zatrudnienia do zadań jest sporym problemem. Ale jakoś nie kojarzę, aby przed obecnymi planami rządu. A stwierdzenie – tniemy, bo za dużo, to takie trochę drastyczne i niebezpieczne uproszczenie. Na czuja tną? Tak mi się wydaje, bo gdyby było sprawdzone, to jasno można by argumenty stawiać. Ta i ta organizacja, zatrudnienie takie i takie, tyle i tyle spraw prowadzonych… Tniemy, dlatego że… No ale niestety, takiego przekazu nie widzę ani nie słyszę.

W tym kontekście pewne odniesienie do skarbówki, jako pewien przykład. Tak mnie cały czas zastanawia okres rozliczeń, popularne PIT-y. Nagle wszyscy muszą skłądac deklaracje w ciągu jednego kwartału. I urzędnicy jakoś się wyrabiają. Nadgodziny? Dodatkowe etaty na samą akcję? A może zlecenia? E nie… chyba nie. Raczej z własnych sił. Czy to jest optymalne zatrudnienie, gdy okazuje się,  że w dużej akcji może nagle brac udział ten sam skład, a roboty jest kilka razy więcej? To już pod rozwagę dla każdego.

Podzielę się tylko pewnym spostrzeżeniem. Znam firmy, które bardzo mocno optymalizują zatrudnienie – bo muszą. Wszak oceną ich skuteczności jest zysk i nie mogą sobie pozwolić na nadmiary, w żadnym zakresie. Otóż wiele z tych firm w okresie „pitowym” zleca czynności polegające na drukowaniu, sprawdzaniu, pakowaniu i przygotowaniu do wysyłki całej dokumentacji do rozliczeń rocznych. Czy naprawdę nie można w budżetówce tak samo?

Tylko ważne, jest, żeby dobrze przygotować się do oceny poziomu zatrudnienia. A z tym to już problem. I rzecz jasna zagrożenie dla samego państwa. Bo kto zagwarantuje, że cięcia są robione w dobrym miejscu? Że krytyczne i istotne procesy nie ucierpią?