Pomysły… na bezpieczeństwo

0
36

Czyli dalsze rozważania po „eksperckim” wystąpieniu i równie „eksperckich” artykułach (nieco, a może nawet bardzo rozmijające się z prawdą).

Wiele osób mówi o likwidacji straży miejskich i gminnych i przekazaniu tych „etatów” do policji. Argumentacja bywa różna, najczęściej że Straż Miejska jest nieudolna, łapie kierowców, nabija kasę gminie i różne takie…

Myślę, że osoby, które tak się wypowiadają, mimo wszystko powinny nieco doczytać. Doczytać, po co formacja taka jak Straż Miejska istnieje. Nie jestem przywiązany do tej nazwy, możemy sobie ją nazwać jakkolwiek. Ale dla porządku, jako, że na dziś instytucja powołana przez samorząd lokalny, do działania na pewnym ograniczonym terenie (gmina) to jednak trzymajmy się nazewnictwa ustalonego.

Na początek warto sobie przypomnieć, jakie to zadania ma gmina w zakresie bezpieczeństwa i porządku: Art 7 ust 14 ustawy o samorządzie gminnym:

W szczególności zadania własne gminy obejmują sprawy (…) porządku publicznego i bezpieczeństwa obywateli oraz ochrony przeciwpożarowej i przeciwpowodziowej, w tym wyposażenia i utrzymania gminnego
magazynu przeciwpowodziowego,

Skoro już wiemy, dlaczego samorząd gminny otrzymał możliwość tworzenia tego typu jednostki, warto porównać z innymi zadaniami i… może tam też ograniczyć działanie?
A samorząd ma w zadaniach, po kolei:

  • Ochronę środowiska (ust. 1) – a po co? Wszak jest Ministerstwo a na szczeblu wojewódzkim tzw „wiosie”, czyli Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska.
  • Albo transport (ust. 4). No szanowni Państwo – a po co? Mamy Intercity, eurocity, LOT… Po co jeszcze samorząd transportem ma się zajmować.
  • Albo edukacja (ust. 8). Dlaczego samorząd ma mieć szkoły? To naprawdę nie starczą wyższe i prywatne?

Myślę, że nawet jeśli nie zmienię poglądu na straż miejską, a dokładniej, na jakąkolwiek instytucje, dającą możliwość działania w sferze porządku i bezpieczeństwa publicznego, to jednak jakieś ziarnko niepokoju zasieję. Skoro mamy wycinać możliwość realizacji zadań własnych gminy, likwidując straże, to może zabierzmy wszystko? Cmentarze, transport, edukację, ochronę środowiska. Wszak w każdym z tych zakresów JEST CENTRALNA INSTYTUCJA WŁAŚCIWA DO TYCH SPRAW. Nie? To dlaczego bezpieczeństwo ma być gorsze?

A jeszcze chwilka dygresji w temacie wakatów.

Argumenty o likwidacji straży i przekazania finansów na policję, żeby mieć więcej etatów jest nieco nieporozumieniem. Bo WAKAT w instytucji publicznej nie oznacza tylko miejsca w strukturze. Oznacza zabezpieczenie środków finansowych na zatrudnienie tej osoby przez cały rok.

Niemożliwe? A proszę przeczytać interpelację w którym widać na ile stanowisk przewidziano budżet:

http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=235F4F94

Czyli jak jakakolwiek instytucja mówi o wakatach, to mówi, że nie wykorzystuje środków na zatrudnienie osób. Na koniec grudnia stan etatowy Policji wykazywał prawie 5 tysięcy wolnych stanowisk (jeszcze raz dodam – takich, gdzie kasa na nie jest). I tam jeszcze dodać kolejne ponad 10 tys wakatów? Hm… I co to zmieni? Będzie 15 tysięcy wakatów? Z treści interpelacji wynika bowiem, że stan około 5 tys. wolnych stanowisk pracy to taki limit na koniec roku 2010 i na koniec 2011. Ciekaw jestem jak będzie na koniec 2012. Pomijam w wyliczeniach EURO i super akcje.

Wracając do pomysłów rozwiązania SM. Owszem – wielu strażników znalazłoby zatrudnienie w Policji. Tylko pytanie czy chcą? To też pewien stereotyp. Że niby nie przeszli rekrutacji w policji. Cóż, porównują obie instytucje – w Straży jest gorzej. Tak, tak, proszę Państwa – badania psychologiczne idą razem z wszystkimi innymi – co 3 lata. A jak jest w Policji? Proszę poszukać… Więc o co chodzi?

I już na koniec o tych wakatach, etatach i rekrutacjach. Na tyle na ile działam w bezpieczeństwie publicznych, a jest to nieco ponad 8 lat, to nie jest tak, że instytucja jest motywatorem do pracy. Ludzie chcą pracować dla swojej społeczności. Niezależnie czy w policji, czy w straży. Tylko w straży jak się przyjmie do pracy w Wieliczce, to jutro nie będzie pracował w Bochni czy Krakowie. Tylko nadal w Wieliczce.

Więc nieco dystansu, bo nie po to mamy rozum, żeby czytać prawie eksperckie opracowania i nie myśleć samemu. Materiały, ustawy – dostępne są w internecie. Wyrabiajmy sobie zdanie na bazie aktów prawnych, prawdziwych zdarzeń, a nie tego, co nam dziennikarz w sezonie ogórkowym serwuje. Bo jak widać, nie zawsze ma choć trochę pojęcia.