Polityka multi-kulti

0
35

Czyli komentarz prawie polityczny

Czasem bezpieczeństwo ociera się o politykę… Kiedyś jeden ze znajomych mi tak powiedział. Cóż, ono się nie ociera, tylko jest ściśle z nią związane. Politykę firmy (komercyjne) czy politykę kraju (bezpieczeństwo publiczne).

Co mnie zainspirowało do dzisiejszego, prawie politycznego tekstu? Zadyma wokół wypowiedzi pana Błaszczaka (cytat)

Polityka multi-kulti, która była w Europie Zachodniej i wciąż jest podkreślana, podejmowana i rozwijana, w przypadku Breivika pokazuje, że prowadzi donikąd – ocenił.

Tytułem wstępu

Cóż, myślę, że w tym przypadku należało by jednak nieco głębiej wejść w kwestie polityki. Tak jak w organizacjach komercyjnych, tak i w państwie – ktoś przyjmuje jakąś politykę. Ale nie w rozumieniu „zawodu” czy tego co uprawiają sfery rządzące, a w sensie przyjętych zasad i przekonań. Polityka taka ma być wiodąca, w firmach często przyjmuje formę materialną – Polityka firmy. I kilka zasad, np.:

  • jesteśmy otwarci na nowe technologie
  • jesteśmy otwarci na nowych pracowników, studentów, stażystów, etc

W przypadku polityki jako imigracyjnej mam wrażenie, że nieco brakuje takiego określenia na szczeblu najwyższego „zarządu”. Owszem są rozwiązania prawne, organizacyjne techniczne, ale … kompleksowego podejścia cóż. Nie za bardzo widać.

Czym to skutkuje?

Bezpieczeństwo po prostu nie wie w jakim kierunku zmierzać. Bo polityka bezpieczeństwa, czyli przyjęte zasady bezpieczeństwa, będące podstawą dla systemu, wynikać powinny z zasad określonych na najwyższym szczeblu. Jak takich nie ma… to nie ma do czego stawiać zabezpieczeń. Dla przykładu weźmy dwie zasady wyżej napisane. Jakie ryzyka wiążą się z ich realizacją i na co ludzie od bezpieczeństwa powinni zwrócić uwagę:

Jesteśmy otwarci na nowe technologie:

Nowe technologie generują nieco zagrożeń na różnych poziomach i płaszczyznach. W kontekście „multi-kulti” rodzi się pewien problem, jakże analogiczny do … imigrantów. Nowe technologie – to nowa wiedza. Nowe maszyny i … pewnie redukcje. No i pewnie problem związany z wymianą ludzi. Bo ten co koncertowo klepie młotkiem formy będzie niepotrzebny, potrzebny będzie ten, co koncertowo operuje maszyną za pomocą przycisków.

Mamy już pierwsze ryzyko, związane z potencjalnymi niepokojami społecznymi. Scenariusz niepokojów – w wariancie pracowniczym. Coś z tym trzeba zrobić. No więc firmy, w takim momencie powinny przewidzieć, że może być taki problem, że ludzie zaczną się obawiać o pracę etc. Do tego procedury na zamieszki (bo jak to w Polsce, najlepiej zablokować) więc może się nieco fajnie na takiej fabryce dziać. Ale poza bezpośrednim oddziaływaniem na zagrożenie, jakaś prewencja może? Ale jak? Cóż.. zabezpieczenia to nie tylko to co projektujemy jako zabezpieczenie. Działania w innych obszarach, też będą zabezpieczeniami, o ile zdamy sobie z tego sprawę. Programy outplacementu, czy podobne mają zmniejszyć zarodek niepokojów. Więcej nie będę pisał, bo jakiś tam warsztat jest, ale … lepiej nie ujawniać metod, technik i sposobów. Warto po prostu sobie uświadomić, że zmiana taka jest po prostu „kryzysogenna”.

Drugi przykład zasady z polityki:

jesteśmy otwarci na nowych pracowników, stażystów, studentów

To jest przykład bardziej zbliżony do polityki imigracyjnej. Bo ryzyko niepokojów będzie już wielowymiarowe.

W firmie, w której stosowane są np. formy zatrudniania stałego przez firmę, formy zatrudnienia tymczasowego przez agencje pracy oraz staże to już zaczyna być właśnie taki tygiel multikulturowy. Ustalone środowisko pracy, nagle dostaje … konkurentów. Wszak większość czasowników ma chęć zostać zatrudnionym na stałe (bo kasa lepsza, warunki socjalu od firmy matki etc). Pojawia się tez konkurencja do tego zatrudnienia – dobrzy stażyści. Jako materiał jeszcze dość elastyczny, łatwiejsi do wdrożeń. Niestety, często głowa nabita teoriami i są dość mocno nastawieni na naprawianie świata.

Środowisko wymaga tylko jakiejś iskry i wybuchnie aż zadudni po drugiej stronie miasta.
I znowu – robota dla działu bezpieczeństwa. Jakoś to ogarnąć, żeby było dobrze. I znowu, synergicznie, bo zabezpieczeniem będą np. screening kadrowy, czyli sprawdzenie przed zatrudnieniem. Mechanizmy współpracy z agencją pracy tymczasowej oraz firmami kierującymi na staże (zapisy umowne, wraz z wyrzuceniem z zakładu). Ścisłe zasady bezpieczeństwa na obiekcie (wiadomo, im bardziej rygorystycznie przestrzegane zasady, tym mniej zdarzeń i … chęci do zadym). To są takie pewne podstawowe działania. Oczywiście wszystkie zabezpieczenia MUSZĄ być monitorowane na ich skuteczność. Warto też nieco wcześniej zastanowić się, które są bardziej krytyczne dla ustalonego poziomu bezpieczeństwa, a które nieco mniej.

Ale… określenie zasad w polityce dają możliwości PRZYGOTOWANIA się na określone zdarzenia, ryzyka, przewidzenie pewnych scenariuszy etc (zaczynając od polityki bezpieczeństwa). Wiemy co chcemy, wiemy jakie ryzyka temu towarzyszą, możemy zrobić prewencję, możemy przygotować plany awaryjne, jak coś się już wysypie i plany odbudowy. Czyli mamy zarys strategii bezpieczeństwa. Oczywiście wszystko winien akceptować zarząd, który najpierw zaakceptuje politykę bezpieczeństwa na zgodność z ogólną polityką, a potem będzie informowany o ryzyku (okresowo), a następnie o działania zapobiegawczych, korygujących, planach awaryjnych etc, etc…

Wariant II

Oczywiście możemy się zamknąć na nowe technologie – na rzecz spokoju…
Możemy zamknąć się też na nowych pracowników, czy kandydatów na pracowników – na rzecz spokoju.
Tylko taka decyzja też musi być podjęta po ocenie ryzyka… Tylko tu już bardziej strategicznego – czy przypadkiem takie zamknięcie się nie spowoduje, że firma wypadnie z rynku?

Decyzja – Zarząd.

I tu wrócę do owej polityki imigracyjnej. Do tworzenia „multi-kulti” lub decyzji o nie tworzeniu.

Po pierwsze decyzja musi być na podstawie oceny zysków i strat – co nam bardziej pasuje, z wyliczeniem wszystkiego. Niepokojów społecznych (bardzo podobnych do tych w firmie komercyjnej – wszak wiemy jak przeciw Polakom protestowano w trakcie otwierania granic), ale też dostępności nowych technologii (człowiek jest nośnikiem informacji – po to się zatrudnia ludzi z innych korporacji – są świetnym nośnikiem informacji).

Po drugie – jak już wiemy, jaka ta decyzja jest, warto określić punkt wyjścia. Niech się ludzie od bezpieczeństwa nagłowią, co zrobić, żeby nie było Breivika-bis. Albo z drugiej strony – Francja-bis, czy Londyn-bis.

Po trzecie… no nie, już wystarczy. To tylko kilka przemyśleń miało być. Więc czas na konkluzję

Pozwolę sobie w formie odpowiedzi do pana Błaszczaka:

To nie jest tak, że polityka „multi-kulti” prowadzi donikąd. To jest tak, że brak jasnego określenia na czym ta polityka się opiera, nie daje solidnych podstaw do tworzenia systemu bezpieczeństwa, który pozwoli reagować na ryzyka z niej (tej polityki) wynikające.