O wyposażeniu ochroniarzy

0
50

Rzecz jasna z przymrużeniem oka, sarkastycznie i wręcz kpiąco. Jako protest przeciw napływowi do branży ludzi, którzy uważają, że wystarczy założyć mundur i obwiesić się zabawkami, żeby być OCHRONIARZEM. Czytam i czytam i oczom nie wierzę. Otóż, na pewnym forum o ochronie, rozwinął się ciekawy temat. Dotyczy posiadania indywidualnego wyposażenia na służbie. Indywidualnego wyposażenia, tak delikatnie to brzmi… w rzeczywistości chodzi o paralizatory, w tym coraz modniejsze tasery, pałki teleskopowe (batony) czy wręcz… broń wydana indywidualnie.

Cóż, organizacja służb państwowych, jest taka, że wprowadzenie jakiegokolwiek urządzenia, środka przymusu, rodzaju broni, to zarządzenie szefa tejże formacji. Nie ma możliwości tak od siebie posiadać indywidualnego wyposażenia. A w ochronie ma być wolna amerykanka? Kto się boi, bierze bazookę. Rany… to po co iść do ochrony? Tyle jest zawodów, gdzie nie trzeba karku nadstawiać, to na diabła do ochrony, jak na służbę chce się doposażać jak komandos? Tasery, klamki, batony, gaz… na supermarket… Albo lepiej – na budowę … Przypominam nieśmiało, ze za organizację i wyposażenie posterunków i patroli na obiektach odpowiada ten, co planuje ochronę. Ma licencję, rozpoznany obiekt, wykonaną analizę zagrożeń i na ich podstawie decyduje, jakim wyposażeniem dysponować będą pracownicy ochrony.

A od strony taktyki interwencji, zastanawiam się, czy ci „bojący się” myślą o koledze z obiektu, czy patrolu? Jak taktycznie rozegra interwencję, jak jest taki strachliwy? Patrol, to zespół, taktyka z reguły na co najmniej dwie osoby. Ale ten „duduś”, to się schowa w kącie i powali wszystkich taserem… Jak mu kartridży starczy . Współpraca w patrolu się nie liczy, ważne, żeby w przysłowiowy dziób nie zarwać. Ale cóż, przecież to taka robota, że się obrywa. Czasem się daje.

Przepraszam za sarkazm, ale mnie nieco śmieszą takie dyskusje. Albo się jest kozakiem, albo nie. Albo się ma jaja, albo się je zastępuje taserami i batonami oraz własnymi klamkami. Poza tym, jak już ma swoją broń, to co za problem dostać do licencji książeczkę i służyć na obiekcie, gdzie ta broń jest wymagana? Czyżby na takich obiektach strach już taki oblatywał, że trzeba by własny czołg??? No tak, to będzie problem. Pozwoleń na czołg w Polsce nie ma…

Tak na marginesie, pałki, gaz, paralizatory – to są środki przymusu bezpośredniego, których używać może licencjonowany pracownik ochrony. Lekki paradoks się robi, bo „strachliwy” chce to samo. Jak dla mnie nic trudnego – wystarczy zrobić licencję….