O rzetelności w bezpieczeństwie

0
37

Obserwując codzienne zmagania z biznesem, śledząc Internet, sieci, facebooka, linkedin, goldenline oraz niektóre strony internetowe dostawców usług w zakresie bezpieczeństwa (tak – moja konkurencja) pomału zaczynam się zastanawiać nad rzetelnością firm. W sumie konkurentów, więc tym razem nie będzie wskazania konkretnej organizacji, informacji podanej, zrzutu ekranu (które mam na wszelki wypadek). Ale zacznijmy od początku, czyli co mi “zaświeciło”.

Otóż zobaczyłem, że jeden z przedstawicieli tzw. branżowego wydawnictwa w jednej z sieci ma wpis (automat sieci):

Pogratuluj!

Mija 5 lat jak XXX pracuje w firmie YYY

Coś mi nie zagrało. I sprawdzam CEIDG (rejestr działalności gospodarczej) i z niej wynika, ze YYY istnieje od… stycznia 2011. Co jak co, ale od stycznia 2011 do stycznia 2013 to jest 2 nie 5 lat. W kategorii czysto biznesowej – jak dla mnie … świadome wprowadzenie w błąd. W kategorii prawnej – chyba czyn nieuczciwej konkurencji. Po co? Naprawdę warto podawać nieprawdę, która jest do sprawdzenia od ręki?

Idźmy dalej.

Czytam sobie dość… dziwne podstrony kolejnych firm. Partnerzy i kontrahenci, czy klienci i współpraca. Może ja inaczej biznesu byłem uczony, ale moim zdaniem:

  • Partner lub współpraca – to organizacja, która działa ze mną w celu dostarczenia Klientowi usługi. Z partnerów korzystamy wtedy, gdy mają swoją unikalną wiedzę, umiejętności, a nam są one potrzebne do realizacji usługi. Partnerzy często są podwykonawcami lub jesteśmy konsorcjum, które razem pod jednym koordynatorem świadczy jakąś usługę.
  • Klient – to jest ten podmiot, który określa nam, co chce kupić a potem za to płaci.

Czyli różnica między partnerem a klientem jest … nawet nie znaczna. To jest jedna wielka różnica. I szczerze, do dziś nie rozumiem, jak można na jednej podstronie wrzucać informację o partnerach i klientach BEZ ROZRÓZNIENIA KTO JEST KIM. Ale może się nie znam, jestem od bezpieczeństwa nie reklamy. A o poufności na końcu, bo czasem słucham różnych dziwnych opowieści jak to się nie ujawnia firm, dla których się pracuje.

Choć z tymi partnerami i klientami kojarzy mi się kolejne ciekawe zjawisko. Przeczytałem na stronie firmy prawie konkurencyjnej (ja robię Polskę, firma Europę i Afrykę – więc jakoś mało konkurencji), że maja klienta ZZZ. Godnie sobie myślę. Naprawdę fajny klient, jako, że patrzę na klientów również przez pryzmat rozwoju zespołu – poza tym, że ładna firma, to i sporo wiedzy można “zaimportować” do firmy. Wszak każdy Klient nas czegoś uczy, mamy dostęp do systemów zarządzania, logistyki, bezpieczeństwa, HR i masy innych. Ale dziś przeglądając kolejny portal networkingowo –społecznościowy (nie zabijajcie za złe definicje – nie znam się na marketingu w sieci i wiem, ze to mało po polsku) widzę… że jedna osób będąca współwłaścicielem owej firmy ma stanowisko u klienta ZZZ.

Jak dla mnie ze scenariuszy najbardziej prawdopodobny to taki, że obsługa robiona indywidualnie przez osobę, ale referencje imienne, więc można “podpiąć pod firmę”.

Znowu – za bardzo nie rozumiem po co takie myki, skoro można to sprawdzić? Nie lepiej napisać – że jako osoba robota dla takiej i takiej firmy i pokazać doświadczenie konsultantów. A z drugiej strony, jakby się okazało, że jednak to firma realizowała – to napisać, że w ramach danej firmy kontrakt dla ZZZ?

Bo tak to coś nie gra – a to na wywiadzie o dostawcy wyjdzie. OD RAZU.

O poufności

Czyli zanim podsumowanie.

W obecnej firmie zrobiliśmy usługi już dla kilkunastu firm. Naprawdę z różnych zakresów. O referencje nawet nie prosimy, bo by było co robiliśmy, a to .. niekoniecznie winno się ujawniać publicznie. Ale jak do tej pory pracując dla organizacji administracji publicznej (NIK, NSA, PAŻP) jak i dla firm komercyjnych w tym będących spółkami giełdowymi NIGDY nie zdarzyło się, aby zastrzeżenie dotyczyło nieujawniania współpracy. Innymi słowy – napisać sobie dla kogo pracowaliśmy – możemy. Czasem nie od razu, a po 3-6 czy 12 miesiącach od zakończenia współpracy – ale możemy. Więc argument poufności… cóż…

Tym bardziej jak patrzymy na strony nieco większych firm. Okazuje się, że tzw. “mała konkurencja” twierdzi że nie może ujawniać, a tzw. “duża konkurencja”… nawet studium przypadku ma na stronie, z pełnym opisem wdrożenia. Gdzie leży prawda?

I podsumowanie.

Nieco zasmuciłem się jak uświadomiłem sobie niektóre działania. Łagodniej mówiąc – są to manipulacje i nadużycia w obszarze informacji, mniej delikatnie – świadome wprowadzenie w błąd. I od razu Orwell wiecznie żywy… “kto skontroluje kontrolujących?”.