O ochronie i sprzątaniu

0
74

Znowu garść przemyśleń po kontaktach z przedstawicielami branży bezpieczeństwa, a konkretnie tego wycinka branży, który obsługuje ochrona fizyczna, realizowana na podstawie ustawy o ochronie osób i mienia. Garść przemyśleń, która po raz kolejny będzie krytyką na klapki na oczach. Niestety, tym razem okazuje się, że klapki na oczach mają ci, którzy reprezentują tzw „młodą krew”.A rzecz dotyczy… sprzątania, jak w nazwie.

Otóż gromy sypią się na firmy, które kupują usługi zewnętrzne, związane z ochroną, jednocześnie z usługami utrzymania czystości. A mnie to przeraża…. Usługa ochrony fizycznej obiektu, dla kontrahenta jest podobną usługą jak właśnie utrzymanie czystości na obiektach, konserwacja instalacji elektrycznych, wentylacyjnych czy usługi recepcyjne. Czyli jest DODATKIEM do głównej działalności, a nie działalnością główną tejże firmy.

Dlatego, jeśli firma uznaje, że może sobie kupić kilka usług jednym rzutem, mieć później to rozliczone w jednej fakturze, mało tego, do kontaktu i nadzoru będzie jedna osobna, to dlaczego ma tego nie zrobić? Biznesowo jest to jak najbardziej uzasadnione. Pojdę dalej, cóż za specjalną usługa jest ochrona osób i mienia, że ma być tak wyodrębniana w zamówieniach i późniejszej realizacji? Kto z krytykujących spojrzał, co firma robi i jakie jest miejsce w tworzeniu wartości biznesowej ochrony fizycznej? Bo w wielu przypadkach może się okazać, że znikome, a na pewno mniejsze niż właściwa „czystość”.

A teraz dlaczego mnie irytują gromy rzucane na zamawiających te usługi. Bo z reguły w ogłoszeniach nie ma informacji o ilości pracowników obsługujących dane zlecenie. Czyli wybór kto, w jakiej konfiguracji i w jaki sposób to będzie realizował – to już koncepcja zleceniobiorcy, firmy oferującej usługę. Jeśli ona uważa, że zadanie sprzątania obiektu, ochrony fizycznej i jeszcze kilka innych ciekawych wykona jedna osoba, zatrudniona na stanowisku pracownik ochrony – to co ma do tego zlecający? Poza tym, że się cieszy, że będzie tanio? Jakość, to inna rzecz…

Ale, w trakcie tychże ostatnich dyskusji, na takie stwierdzenie, padła kontra. Że przecież to klient może sobie zastrzec, że pracownik ochrony, ma być pracownikiem ochrony, bo on takiej jakości wymaga.

Tutaj sobie odpuściłem. Jeśli prowadząc działalność specjalistyczną, zmuszamy klienta do tego, żeby ze swojej strony domyślał się, czy wymyślał, w jaki sposób ma być świadczona usługa, to chyba schyłek branży następuje. Bo za chwilę wszyscy zamawiający będą wiedzieć, jak ochrona ma wyglądać. Na razie „wie to” ponad połowa osób wyznaczonych do nadzoru realizacji usług ochronnych, narzucający sposób organizacji, ilość pracowników, ba, nawet zadania. Pytanie, czemu tak jest? Czy przypadkiem nie z przyczyn opisanych wcześniej?

To już każdemu indywidualnie pod rozwagę…