O fotoradarach, strażach i policji

0
46

Ktoś się chyba gdzieś zagubił w swojej roli. Ale po kolei. Kolejny materiał dotyczący straży miejskich, tworzonych w celu … no powiedzmy żargonem – „strzyżenia” kierowców. Czyli zwanych na forum strażników miejskich – fryzjerami. Matriał emitowany kilka dni temu w TVN Uwaga, jego skrót, czy opis tutaj:

Uwaga na radary

No i teraz kto się zagubił i gdzie. Na poczatek cytat z artykułu:

Jak to możliwe, że kilka małych gmin zarabia na mandatach tyle, co cała polska policja?

Hmmm a to tak się ocenia działania służb mających za zadanie dbanie o porządek i bezpieczeństwo? A może pan redaktor zadałby pytanie jak wygląda dynamika zdarzeń drogowych w tamtym regionie, czyli po prostu zestawienie ilości wypadków i kolizji w analogicznych okresach przed „strzyzeniem” i w trakcie „strzyżenia”?

Nie, nie, ja nie popieram płytkich motywacji reperowania budżetów gmin w taki sposób, mało tego jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Ale żeby dyskutować na ten temat, to chyba należałoby się zastanowić, skąd te pomysły się narodziły. A narodziły się, bo mamy trochę dziwne społeczeństwo, z bardzo dziwną reprezentacja w sejmie, która uchwala jeszcze dziwniejsze zmiany w przepisach. Mam na myśli przepis o INFORMOWANIU o kontroli radarowej. No mistrzostwo świata… A i argumenty też niezłe. Ot jeden z ciekawszych:

Kierowca, jak zobaczy w ostatniej chwili „puszkę” gwałtownie hamuje, powodując zagrożenie w ruchu drogowym.

Normalnie mistrzostwo… Nie musi hamować, jak widzi ograniczenie prędkości – hamuje jak widzi „puszkę”… Rozumiem, że dopiero puszka, a teraz tez znak informujący o kontroli będzie powodował zmniejszenie prędkości… Fajna kraj, jakby powiedział Zulu-Gula.

Kolejny cytat:

Od kilku lat w całej Polsce strażnicy miejscy na równi z policją kontrolują prędkość kierowców za pomocą fotoradarów. Różnica jest jedna: pieniądze z policyjnych mandatów trafiają do Skarbu Państwa, a z urządzeń gminnych – do kasy gminy. Fotoradary to drogie urządzenia, więc gminy często wynajmują je od prywatnych firm płacąc im prowizję.

Naprawdę to się nazywa prowizja? Hmmm. zdaje się że wkraczamy w zupełnie inny zakres dyskusji. Rozumiem, że umowa na wynajem „kombajnu” kserograficznego może być konstruowana w oparciu o realne zużycie maszyny, a urządzenie pomiarowe już nie? Według mnie rozwiązanie oparte o realny poziom zużycia jest bardziej adekwatne. Nie ma sytuacji, w której będzie używane przez powiedzmy 50 godzin, a opłata będzie za miesiąc (czyli 720-744 potencjalnych godzin pracy). I nie mylmy tych dwóch kwestii w nagonce medialnej, bo to jest ewidentna pomyłka. Sposób zawierania umów przez jednostki samorządowe jest nadzorowany. I to przez kilka instytucji. Ciekawi mnie, czemu w całej nagonce, która trwa już kilka lat, nie ma żadnych stwierdzonych nieprawidłowości.

No i kolejny pan, który chyba nie do końca w takim materiale powinien być przedstawiony tak jak został. Bo ja go odebrałem jako tego, który krytykuje straże.

– Fotoradar nie może być maszynką do zarabiania pieniędzy. Ma spełniać rolę prewencyjną. Czas najwyższy, aby w Polsce dokonać rzetelnej lustracji stanu oznakowania pionowego. Mam tu na myśli znaki ostrzegawcze, ale przede wszystkim znaki ograniczające prędkość. Sytuacja, kiedy firma dzierżawiąca straży miejskiej fotoradara narzuca zasady gry, to jest to bezprawie – podsumowuje sytuację Marek Kąkolewski z Komendy Głównej Policji.

No jak najbardziej panie Inspektorze. Tylko proszę mi przypomnieć, kto do końca grudnia 2009 roku sprawował nadzór fachowy nad strażami? Czy aby nie Komendant Główny Policji?

Dalej mi się już nie chce prowadzić tej, jakby nie patrzeć trochę dziwnej dyskusji. Dziwnej, bo poszkodowanymi w tej całej nagonce są… kierowcy. Którym jak widać nie wystarcza znak ograniczenia prędkości, trzeba jeszcze dostawić kolejny informujący o kontroli. Mało tego, okazuje się, że instytucje „POLUJĄ” na biednych kierowców.

Tylko za co polują? Za niewinność? Chyba nie…

I dwie refleksje na koniec.

Refleksja 1 – słusznie pan Inspektor powiedział o przeglądzie znaków drogowych i prawidłowości ich ustawienia. Ale znowu zadam pytanie – czemu dopiero teraz? I jak się do tego ma kontrola prędkości realizowana przez komórki ruchu drogowego policji? Zdaje się, jakiś czas temu było głośno o chowaniu się w krzakach, polowaniu itp…  Krótka pamięć, oj krótka…

Refleksja nr 2 – bardzo szybko kierowcy samochodów osobowych się zdziwią jak „krokodyle” (Funkcjonariusze ITD – nazwa od maskotki) się za nich wezmą. Jak nie wiadomo o co chodzi – polecam pogadać z zawodowymi kierowcami, którzy podlegają obecnie pod kontrole.