Nieszczęścia chodzą parami

0
54

W trakcie szkolenia (seminarium) dla zespołów kryzysowych jednego z dość “ciekawych” przedsiębiorców (chemia, ATEX-y, trochę środowiska, HAZOP), powiedziałem, że w przysłowiach jest sporo mądrości. Jako przykład na pary nieszczęść – Malezyjskie linie (dwa zdarzenia w dość krótkim czasie) oraz Elektrownia Kozienice.

W wielkim skrócie, jest w nas (ludziach) mechanizm, który w pewnym momencie powoduje obniżenie sprawności myślenia w związku z kryzysami – szczególnie długotrwałymi.

Szklanka – czyli ćwiczenie na “odporność”. Nalejcie pół szklanki wody… Nie, nie chodzi o to czy w połowie pełna, czy pusta. Po prostu nalejcie i potrzymajcie w wyciągniętej ręce. Mało waży prawda? A po 5 godzinach trzymania – dalej mało waży? Czy już jest wrażenie TONY, a nie tylko kilkudziesięciu gram?

Podobnie działa stres w sytuacjach kryzysowych. Też nie jest duży, ale “wykańcza” jego natężenie i ciągłość. Wiele z “nieszczęść chodzących parami” wynika właśnie z tego, że wcześniejsze zdarzenie trwało zbyt długo. Bywają też kozacy, którzy wyleją wodę, wytrą szmatę – i pozamiatane. Widocznego efektu kryzysu już nie ma, a oni są mega samozajebiści. Cóż… można i tak.

Niezależnie od kierunku, gdzieś tam pojawia się pewien zespół napięć (bo nawet wytarcie, czy zamiatanie pod dywan nie daje spokoju), który wcześniej czy później skutkuje kolejnymi zdarzeniami.

Być może tak było w Kozienicach, gdzie w grudniu runęła platforma z pracownikami rozbierającymi komin, a kilka tygodni temu do Wisły przedostał się mazut. Strasznie nieprzyjemna substancja, szczególnie dla mieszkańców wody. I rejonów niedaleko tejże (w tym ludzi). Wystarczy tyle wstępu, czas na przypowieści:

Mądry Polak po szkodzie

Wszyscy znają… Lecz tu zastanawiam się, czy nie będzie bardziej adekwatna bardziej rozwinięta:

„Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”

A czemu tak?

Cóż… Działanie jakie czytam na stronie WWF jest strzelaniem sobie w stopę. Pomijam kwestie reakcji bezpośredniej w sytuacji kryzysowej, ale ktoś chyba zapomniał, że z takich zdarzeń materializują sie ryzyka reputacyjne (kto teraz uwierzy w czystą energię), finansowe z działania (czekam na informacje o pierwszych pozwach), czy nawet karne (czekam na pierwsze doniesienia).

Kasa misiu…

Wzięło mnie dziś na cytaty, więc kawałek myślenia globalnego, na bazie mądrości lokalnych. Wydaje się Zespołowi Kryzysowemu, że pewnie oszczędził, bo technologie o których pisze WWF nie są tanie i parę setek by pękło. A no tak… tylko, w zestawieniu z:

  • ośmieszeniem sloganu – pojawić się może koszt konieczności zmiany CAŁEJ kampanii wizerunkowej (miliony?);
  • odszkodowania – pojawić się może konieczność wynajęcia prawników, zwiększenia stawki za ubezpieczenie (wszak wypłaty z polisy, to zaraz stawka w górę);
  • potencjalnym ryzyku spraw – zaangażowanie prawników, sankcje dla zarządu… tu ciężko nawet liczyć, ale pewnie kilka setek zejdzie.

NAPRAWDĘ WARTO TAK OSZCZĘDZAĆ?