(nie)Samodzielność zabezpieczeń

0
33

Do niniejszego komentarza skłoniła mnie pewna dyskusja. Toczy się wokół ofert agencji ochrony realizacji ochrony fizycznej w formie tzw grup interwencyjnych i monitoringu alarmów. Myślę, że kilka zdań wyjaśnienia.

Na początek czym jest monitoring? Większość osób spoza branży kojarzy z nim … monitor ekranowy. I monitoring jako usługę coś, co w branży nazywa się telewizją przemysłową, dozorową lub po prostu CCTV. Ale to nie tak, a dokładniej nie do końca tak. Otóż monitoring w tym zakresie bliższy jest monitorowaniu procesu z ISO czy monitorowaniu urządzeń z automatyki. Chodzi po prostu o ciągłą kontrolę parametrów urządzeń alarmowych. Pominę stronę techniczną, postaram się wyjaśnić prosto.

Otóż system alarmowy wykrywa stan niezgodny z zaprojektowanym stanem normalnym. I podnosi alarm. Czyli informuje. Warto to zapamiętać, bo poniżej będzie pewna analogia i wyjaśnienie kwestii stawek w ochronie. Ale wracając do informacji – może informować wszystkich dookoła (sygnalizator akustyczny, optyczny, lub akustyczno-optyczny). Ale może też sygnał o odstępstwie od normy przesłać dalej, gdzie prowadzony jest… monitoring wielu alarmów. To tak w wielkim skrócie.

Teraz usługa druga. Czyli reakcja. Może polegać na poinformowaniu naszego sąsiada. Wynajętego rolnika, który przybiegnie z bronami (szczególnie tam, gdzie jeszcze nie ma grup interwencyjnych). A można właśnie opłacić grupę interwencyjną. O wariantach tej usługi kiedy indziej.

Reasumując wstęp – mamy dwie (trzy?) usługi – informację o zdarzeniu, realizowaną przez zespół urządzeń, spiętych w popularnie zwany system alarmowy wraz z reakcją operatora (czasem jest to SMS automatem). Oraz druga usługa  – GI, czyli grupa interwencyjna.

Czego brakuje w takim systemie najczęściej? Środka. Czyli czegoś, co da opór do czasu przyjazdu grup. Pisałem już o tym kiedyś tutaj (o komplementarnym systemie bezpieczeństwa wartości) oraz w odpowiedzi na wiele znaczący komentarz „kolegi”, który o dziwo miał możliwość pracować w niezłej firmie na eksponowanym stanowisku właśnie w zakresie bezpieczeństwa. Tak trochę złośliwie – jeśli osoba nadzorująca ochronę fizyczną w pełnym zakresie wyraża takie opinie, wiem już czemu branża jest tam gdzie jest, czyli blisko dna. Dla wyjaśnienia – w pierwszym wpisie o wartościach wzór nie jest mój.

Ale wróćmy do usługi jaką jest monitoring wraz z reakcją grup interwencyjnych (GI). Kiedyś trochę mnie poruszyło przyrównywanie tej formy ochrony do ochrony obiektowej. Trzymając się słownika z ustawy – GI to ochrona realizowana w formie doraźnej. Obiektowa – to stała. Dlatego wybaczcie ostry ton, idiotyzmem jest wymaganie reakcji GI na zdarzenie do 3 minut, czy nawet do 5 minut. Z dwóch powodów:

1. Miejsce w którym znajduje się patrol GI firmy

2. Brak dostępności patrolu, bo… realizuje zadania na innym obiekcie, w którym doszło już do zdarzenia.

I naturalne pytanie, a raczej ich lawina – czy to znaczy, że wszyscy, którzy kupują ochronę w formie doraźnej są robieni w jajo? Oczywiście, że nie, nie wszyscy. 😉 Pytanie zatem kto jest robiony? Cóż… Każdy, którego obiekt jest zagrożony zdarzeniem, w którym ochrona fizyczna sobie poradzi, czyli posiada kompetencje do reakcji na dane zagrożenie (to był czynnik pierwszy) oraz reakcja jest konieczna w czasie krótszym niż kilka minut. I tutaj właśnie o komplementarności, bo już słyszę komentarze – banki, muzea, kantory… No nie.. Ja nie jestem zwolennikiem tego typu podziału, bo jest on sztuczny. Przepraszam twórców ustawy oraz metodyki uzgadniania planów ochrony czyli KGP.

Absolutnie nie mogę się zgodzić z poglądem, że tylko charakterystyka obiektu wpływa na rodzaj stosowanej ochrony. Co w przykładach w ustawie się znajdzie. Jestem zwolennikiem oceny zagrożeń dla zasobów kluczowych dla firmy (to za dużo żeby nawet w skrócie rozwinąć) w odniesieniu do istniejących systemów bezpieczeństwa. Czyli to co już wcześniej nadmieniłem. Jeśli obiekt nie jest zagrożony (co do istotności i co do prawdopodobieństwa) zdarzeniami wymagającymi reakcji ochrony, a do tego posiada zabezpieczenia techniczne pozwalające na opór w czasie, w którym dojedzie GI +25% czasu rezerwy – wtedy OK, niech będzie doraźna. Kolejnym czynnikiem jest wartość zasobów. Trzeba pilnować, żeby przypadkiem siły i środki nie były bardziej kosztowne niż… no nie, nie 100% wartości zasobów. Pewien określony współczynnik warto ustalić.

I w sumie pewien schemat już jest.

Miałem napisać o stawkach, ale już za długo na raz. Będzie kolejny.

Podsumuję w jednym zdaniu. Nie ma czegoś takiego, jak samodzielne zabezpieczenie. Każde działa w pewnym układzie, najlepiej jeśli w takim, w którym do czynienia mamy z bierną i czynną formą tzw ochrony. Tak zwanej, bo… to też na nowy wpis.

W przypadku monitoringu mamy i czynną i bierną. Czasem zwane pasywną i aktywną. Czyli system, który w żaden sposób nie chroni. Tylko informuje o zagrożeniu. I aktywna, która na podstawie sygnału podejmuje działania zmierzające do udaremnienia lub zmniejszenia strat powstałych w wyniku zamachu na osobę lub mienie. Skuteczność ich jest oceniana oddzielnie. Choć dokładniej – powinna być oceniana. Ale niestety nie jest. Często wiziałem obiekty naszpikowane super systemami alarmowymi, ale reakcja nie była „super”. Nie była nawet mizerna. Więc pytanie – po co taki system.?