Niepoczytalni

0
34

Ostatnio miało miejsce kilka zdarzeń. Strzelanina w Gorzowie, potem w Rudzie Śląskiej. W obu przypadkach krytykowani są Policjanci, słusznie, niesłusznie – “badacze pisma świętego” (wydział wewnętrzny) będą mieli pożywkę. I jak znam życie i służby – zarzuty będą “częściowo zasadne” – czyli fenomen którego do dziś nie potrafię zrozumieć. Bo jest albo zasadne, albo nie. A że zarzuty będą – stawiam skrzynkę piwa.

Uwiarygodnienie

Jako, że każdy “specjalista i ekspert” podlega pewnej weryfikacji i uwiarygodnieniu, postaram się również spełnić wymagania. Otóż w temacie niepoczytalnych, czubów, wariatów, czy jak to tam, posiadam następujące przygotowanie zawodowe:

  • Podstawy negocjacji (szkolenie “medyczne”, policyjne (podstawy), handlowe, etc)
  • Postępowanie z osobami z zaburzeniami (pogotowie ratunkowe)

oraz praktykę (najciekawsze):

Pogotowie Ratunkowe

Wojak

Emerytowany żołnierz zawodowy, chciał zasiekać tasakiem żonę i córkę. Wezwana Policja czekała na korytarzu – nie podjęli. My mieliśmy być pierwsi. Pogadałem z panem, poprosiłem o rękę – zmierzę ciśnienie… A tasaczek obok na wersalce. I fajnie sobie gadamy, nagle panu się “hebel w dół” i chciał za tasaczek. Na szczęście rękaw miałem na ręce od strony tasaczka (specjalnie), więc pana do nieco szarpnąłem a potem jak mnie instruktor boksu uczył. 2-1 (lewy-lewy-prawy) i knock-down ale mi wystarczyło (byłem już ochroniarzem od 4 lat, boks trenowałem 4, a ogólnie sztuki walki 8 czy 9 lat – taekwondoo i karate, innych nie było jeszcze. A pogotowie było, bo chciałem sprawdzić jak to sie robi). Pana związałem krawatem na plecach, dostał narkotki od doktorki i jedziemy do krainy latających białych koszul. Policja ZABEZPIECZA.

Mojżesz

Podobne zgłoszenie, ale tylko “z reki” leje. Nie ma info o zabawkach i narzędziach. A więc wpadamy. Ja pierwszy, doktor już wyuczony przez dyspozytora, że “Krzemień” to spec od czubów (swój ze swoim się dogada). No a poza tym ja zawsze mam walizkę. Wpadamy, doktor odchodzi w bok (błąd) a Mojżesz do niego – “gdzie leziesz!!!???” Cóż, cienko się robi, doktor taki sobie nieduży. Więc pytam, o co biega? A Mojżesz – no nie widzisz? Dywan tkam.

Szczerze? nawet nieźle mu szło. Ale zagaduję. A po co? A no chwalić pana… A kto ty jesteś? Mojżesz!!!. Hmm… Zgodnie z założeniami taktycznymi – jak się da, to graj na jego kartach. No to gram – Mojżesz, a pomożesz mi z innymi, co zgubili drogę? Mojżesz zgadza się, zakłada szlafrok (był nagi) i jedziemy na Sobieskiego. Spokojnie, bez awantur.

Robaczki

Zgłoszenie- 7:15, nawet kawy nie wypiłem. Agresor pierze żonę i córkę. Używa kija od szczotki. No to lecimy, ale proszę kierowcę, pod blokiem to już bez gwizdków i z boku niech stanie (skoro dyspozytor uznaje, że jestem ekspert – to sobie pozwoliłem, lekarz nie dyskutuje, tylko jakiś taki blady. Chyba brak tej kawy). Wpadamy no i jest magik. Nawala z pięści w podłogę i drze się na cały blok – zabiję was ch.. e jeba…e, wytłukę wszystkie… Zagaduję, o co biega – gość widzę mocno pobudzony, więc będzie ostro. Szybko odpowiedział i z łapami do mnie (na szyję). Dostał ze łba, bo miałem ręce zajęte, poprawiłem walizką i pięknie taktycznie dźwignie na bark, gleba, szybkie przeszukanie. Przypomnę nieuważnym – byłem już od 4 lat ochroniarzem, więc taktykę i techniki znałem dość dobrze. Gość mocny, przyznam, że się naciąłem, ale kierowca kumaty (pozdrawiam Adaś). Ogarnęliśmy we dwóch, blok jak się patrzy i narkotki na dupsko od doktora. I doktor juz nas kochał od tego wyjazdu. Zawsze chciał z nami, ale mu nie wierzyłem i nie odwracałem się ani nie schylałem. Jego prawo, ale ja nie muszę…

W tej historii, poza moim “nacięciem się” jest jeszcze jeden element edukacyjny. Niesamowita doktor – psychiatra z F-4 z Sobieskiego. Pani na emeryturze, ponad 70 lat jak nic, wielkie okulary, niczym sowa. Przywieźliśmy pacjenta, siedzi na kozetce, sanitariusze widzieli, że gościa w dybach prowadzimy, więc przyszli z kaftanem. Pacjenta zaczyna nieco “puszczać” i zobaczył niezawiązane sznurówki u butów (uparła się żona, żeby założyć). I mu się robaczki przypomniały. Gość na kolana i zaczyna tłuc. Ja w szpitalu, więc nie mój “rejon”, ale widzę, mój doktor spękany. Za to sanitariusze nagle jakby na baczność. Wchodzi Sowa. I patrzy na gościa i pyta – co pan robi? Pacjent z “twarzą”  – no co, tłukę robale, nie widzi pani??? A Sowa – a dlaczego zabija pan nasze robaczki… ? Gość wymiękł… Ja też. A doktora zawieźliśmy na porządny kebab.

Były jeszcze nimfomanki, co doktorowi chciały oczy wydrapać, dziedziczki, co nas wyganiały z Ursynowa i wiele innych zdarzeń. Ale mam nadzieje, że ze strony praktycznej uwiarygodniłem się co do praktyki z “mniej poczytalnymi”. Czas na interwencje.

Mundurowe (łącznie)

Nożownik

Zgłoszenie – rozbój na dziewczynach. Rysopis sprawcy. No dobra, hulamy. Rozpisałem czas jaki minął od rozboju i dysponuje patrole. Nasze są tramwaje od Piasków w stronę Ronda Babka (tak, dla mnie to nadal Babka). nagle w jednym z nich zamieszanie. I widzimy gościa – rysopis się zgadza i ma… kosę. A rozbój z nożem. Piłka krótka, schowaliśmy rajdowóz za przystankiem i szybki wjazd. Gość nawet nie wiedział czym dostał (tak wynikało z notatek, bo oskarżał o tonfę, a dostał butem).

Tulipan

Spożywanie, zakłócanie. Ot standardzik. No to lecimy. Ale nagle cienko, bo 6 osób, a nas dwóch. Wiem, że patrole już idą na wsparcie, ale .. no cienko. Kto był w takiej sytuacji, to wie. I chyba było widać zawahanie, bo jeden magik robi tulipana i startuje. Cóż, potknął się. I niefortunnie na tulipana upadł. Znowu potrzebne pogotowie (na szczęście rejon w którym jeździłem 3 lata wcześniej, więc szybko przyjechali).

Studenckie tete-a-tete

Sobie jeździmy z Markiem (teraz w UK – Marek – pozdro, jak czytasz). I zajeżdżamy pod nocny na pl. Wilsona. Kilkunastu studenciaków drze twarze. Więc kulturalnie, bo wiemy co to znaczy się bawić, panowie nieco ciszej. No i OK, studenci wyglądają na rozumnych. Ale tylko wyglądają, bo pół ronda nie zrobiliśmy i już poleciały w naszą stronę ch..e. No dobra, zawijka, wezwanie wsparcia i rozliczamy. Ale towarzystwo w długą. My za nimi. I w bramę i do przodu. Pech chciał, że jeździłem pierwszy raz lanosem i nie wiedziałem, że żeby wyjąc kluczyk, to trzeba nieco wcisnąć. Więc Marek miał przewagę około 50 m zanim mnie “lajos naczelnika” wypuścił. No ale długa za towarzystwem, do dziś nie wiem, jak ale wziąłem tonfę (nie użyłem). I wpadam zza winkla i mi nie pasuje. Studentów było około 20, a Marek goni może 3-4 osoby. Obok klatka – więc wpadam i voila. Wygarnąłem wszystkich i wtedy dojechali na wsparcie Ciema, Stiopa i stara Praga-Północ. No to ogarnięci jesteśmy, młodzież po kwicie z 51 KW – 250 na łeb i jest ładnie.

Elementem humorystycznym jest to, że nagle widzimy Marka. Idzie jak gejsza. Kolanko o kolanko i prowadzi 3 łobuziaków. Pytam – ty co ty odpie… a on na to – kiero spodnie puściły. Pech chciał, że założył nowe, a mierzyła nas jakaś lasia, co nie wiedziała, że bojówki to luzu potrzebują. No i jak skok na płot – to i portki poszły.

Element drastyczny – jeden z uciekających chciał skakać przez płot. Ale Stary Żoliborz ma niestety pewien defekt. Większość murów ma zwieńczenia w postaci zatopionego szkła. Ale tu się wykazał Marianek. W pięknych, błękitnych rękawiczkach z walizką medyczną. NASZ MEDYK.

Co ciekawe. Młodzież studencka miała dość ciekawe “podręczniki”. Kilkanaście kastetów, kilka batonów, noże sprężynowe a i trafił się nóż bojowy na sztywnej pochwie (JWK Lubliniec). Ot fantazja…

Mam nadzieję, że nieco przybliżyłem drugiej strony medalu – czyli interwencji. Mam też za sobą kopy od kolegów, bo się dym zrobił, a gość miał klamkę, mam odparcie zamachu na konwój z użyciem broni (do dziś żebro łupie, bo kamizelka, zgodnie z normą od osłon balistycznych ugina się do 4 cm), kilka blizn po kosach (przebita dłoń, ogarnięty łokieć i plecy – do dziś dziękuję wszystkim bogom, że cięcie a nie pchnięcie).

Uznaję, że sie uwiarygodniłem, co do tych mniej poczytalnych (patrz PR) jak i co do interwencji do ludzi z niebezpiecznymi narzędziami (patrz mundurowe). Więc teraz czas na komentarz.

Komentarz:

Skomentuję tylko Gorzów i otoczenie, bo Rudy nie mamy filmu.

  • Podjazd – kierowca wysiada na sprawcę. Prawy nie widzi zdarzenia. Zalecenie – nie wysiadamy, jeśli nie mamy frontu.
  • Wyjście z RWK – kierowca zajmuje pozycję za RWK, prawy… no za diabła nie wiem, czemu w tym samym rejonie. Zalecenie – prawy albo na maskę skody i stabilizacja do strzału, albo jak lubi biegać – obiegnięcie garbusa i w niskim stabilizacja na garbusie (wsparcie barkiem). W żadnym wypadku skupienie uwagi sprawcy w jednym sektorze (między skodą a garbusem).
  • Łania… czy może sarna? Prawa nieco zapomniała gdzie jest. Zamiast stabilizacji pozycji, skakanie lewo, prawo, nawet bez zagrożenia. Tym bardziej, że gość rzucał w faceta (standard – w walce zawsze facet jest traktowany jako rywal, o czym wielu zapomina w krytyce wprowadzenia kobiet do interwencji).
  • Strzały – co tu gadać… Nie ma nawet co. Oparcie interwencji o broń i samo wyjście wskazuje na eskalację ze strony interweniujących. Ale nawet jeśli – czy naprawdę do gościa z młotkiem od razu z klamki? A gdzie reszta śpb? Zresztą co masz na pasie sam dobierasz. Tam nie widziałem zbyt dużo opcji.
  • Strzały do uciekającego – a chyba w tle kolejny rajdowóz. Znaczy w kolegów walimy? Tu nie ma zalecenia – one sa w taktyce.

Komentarz sarkastyczny

Policjanci w trakcie interwencji zapewne zastanawiali się:

  • czy mają do czynienia z posłem
  • czy mają do czynienia z pismakiem (ups dziennikarzem)
  • czy mają do czynienia z prokuratorem
  • czy maja do czynienia z sędzią sądu
  • czy mają do czynienia z politykiem samorządowym
  • czy maja do czynienia z “politykiem” administracji rządowej
  • czy mają do czynienia z CC lub CD

Jak ktoś nie zatrybił, to wyjaśniam. W naszym kraju przyjęty został całkowicie idiotyczny model interwencji. Idiotyczny, bo odwrócony. Najpierw jest zasłanianie się immunitetami, a potem interwencja. A powinno być odwrotnie. Najpierw funkcjonariusz opanowuje sytuację, a potem dopiero jest zwolnienie z odpowiedzialności za działanie (idiotyczne, ale jest).

NIGDY ODWROTNIE.

A więc najpierw ci wymienieni wyżej maja się poddać poleceniom funkcjonariusza, a dopiero potem unikać kary. Ale dopiero, jak zagrożenie jest usunięte.  Proste – prawda?