Magia Kwitu (Dokumentu)

0
123

W ostatnim czasie dość często bywam na negocjacjach w sprawie zakupu „usług bezpieczeństwa”. Są to dość ciekawe usługi, niestety często owiewane nimbem tajemniczości. Coś jak „niepełnosprytny” James Bond. Czyli usługi jak najbardziej normalne, systemowe, ale wielu dostawców oznacza je jako „mega-poufne” a do tego specjalnego przeznaczenia. Skutek jest jaki jest, a więc wiedza o tym o co w tym wszystkim chodzi jest nieco tajemna. I czasem zastanawiam się, czy dostępna dla oferujących…

Pozwolę sobie na dygresję. Podejście jest wpojone nie wiem już od kiedy, ale spotkałem się ostatnio z „ciekawym przypadkiem”. Otóż młody człowiek uznał, że musi uzyskać kwalifikacje pracownika ochrony – żeby już legalnie „prać łobuzów”. Jak zrozumiałem, teraz „pierze ich” nielegalnie. Czyli mit Jamesa Bonda wiecznie żywy, będzie wpis na listę kwalifikowanych (dawniej licencja) – będzie zgoda na lanie po … no tu i tam.

O czym w poradniku?

Pisząc zmieniłem tytuł, więc Czytelnik może się nieco zagubił. Tym wpisem chcę zacząć pewien cykl – „poradników”.

Postaram się nieco przybliżyć „skład” usług w zakresie ochrony fizycznej osób i mienia, ochrony danych osobowych i ochrony przeciwpożarowej – jako najczęściej występujące, a do tego obowiązkowe (z wyjątkiem ochrony fizycznej osób i mienia, która obowiązkowa tylko dla określonych obiektów). Czyli co powinniśmy otrzymać jako klienci w podstawowej usłudze ochrony fizycznej mienia (i osób), ochronie danych osobowych, czy ochronie przeciwpożarowej.

Kwit wiecznie żywy

Ile Pan weźmie za dokument?

Pytanie, które mnie nieco deprymuje (łagodne określenie). Ot dlatego, że wynika z jakiegoś dziwnego podejścia i rozumowania, że obowiązkiem pracodawcy, zarządcy, właściciela firmy etc. jest posiadanie DOKUMENTU. A tymczasem podstępne przepisy i na ich podstawie – organy kontrolujące wprowadzają całkowite zniszczenie w tak ładnie poukładany świat, bo wymagają… środków organizacyjnych i technicznych.

Najpierw organizacja, potem dokument

Niestety i przepisy i organy kontrolujące mają rację. Obowiązkiem pracodawcy, czy właściciela (zarządcy i inne kreatywne określenia na Wodza) jest określenie wymagań oraz zasad organizacyjnych i technicznych, a nie tylko tworzenie dokumentu.

Case study

Wiem, że najlepiej się czyta o praktycznych działaniach, więc poniżej z jednego z ostatnich zleceń (obsługa długotrwałego kryzysu).

W związku z ciężkim wypadkiem na zakładzie pracy, Wódz został oskarżony o niedopełnienie obowiązków, polegające na nieokreśleniu wymagań dla prac szczególnie niebezpiecznych. Mowa o tych ogólnych (wysokość, studnie etc).

Podstawą oskarżenia było stwierdzenie przez inspektora PIP (Państwowej Inspekcji Pracy), że brak jest instrukcji wykonywania takich prac. Odwołanie kontrolowanego do protokołu, że przecież nie ma wymogu „pisemności” – nie przyniosło efektu – inspektor PIP się uparł. I sprawa trafiła do sądu.

I tutaj zaczyna się mój udział. Skromny, bo po mojej stronie było tylko tworzenie linii obrony (a często i ataku) w zakresie merytorycznym i zawodowym. I wytłumaczenie tych zawiłości mecenasowi, który potem był naszym ostrzem na rozprawach. A było tych rozpraw kilka… (w sumie kilkanaście miesięcy pracy).

Sąd I instancji uznał Wodza za winnego. Mimo, że w trakcie jednej z rozpraw przyciśnięty do muru inspektor PIP sam przyznał, że nie zna wymogu prawnego sporządzania wymagań dla prac szczególnie niebezpiecznych na piśmie. Oczywiście nasza argumentacja odwoływała się między innymi do wymagań BHP – branżowych, gdzie „pisemność” występuje, czy do dokumentu tej samej rangi, ale innego obszaru, gdzie również wymagania mówią o obowiązku określenia na piśmie (pożarówka i prace niebezpieczne pod względem pożarowym). Na zasadzie wskazania – że skoro w innym rozporządzeniu wymaganie jest, a w tym konkretnym – nie ma, więc po prostu wymagania nie ma.

Po wyroku byłem chyba jedynym „optymistą”, więc namawiałem na apelację. Została złożona w terminie i w połowie listopada ubiegłego roku stawiliśmy się na rozprawę. Niestety, sędzia nie wydała wyroku, więc Wódz miał kolejny tydzień stresu, bo ogłoszenie wyroku za tydzień.

I tym razem – zwycięstwo. Sędzia zmieniła zaskarżony wyrok, w ten sposób, że całkowicie uniewinniła Wodza od zarzucanego mu czynu.

Cytat:

Należy się zgodzić ze skarżącym w zakresie stwierdzenia, że wykładnia literalna cytowanego przepisu nie pozwala na podzielenie poglądu sądu (pierwszej instancji przyp aut.), że wypełnienie określonego w tym przepisie obowiązku powinno nastąpić poprzez sporządzenie pisemnego dokumentu.

I dalej już wykładnia słownikowa – co wielu osobom często umyka. Jeśli nie ma w przepisie sprecyzowanych definicji, czy wymagań – należy stosować wykładnię językową. Ale to już jako dodatek.

Podsumowanie

Czas już chyba, bo wyszedł duży artykuł, a nie krótki wpis. Przepraszam Czytelnika za rozczarowanie, bo domyślam się, że po wstępie oczekiwał na case, czy casus (prawniczo) związany z dokumentem opracowanym, a nieco inną realizacją. Mam jednak wrażenie, że ten przypadek – PRECEDENSOWY w Polsce wskaże, w jaki sposób należy traktować wymagania w zakresie ochrony – różnej. Powtórzę – wymagania dotyczą organizacji i techniki, a nie posiadania dokumentu. Który prawnie – nawet nie zawsze musi być.

A już niebawem – co powinniśmy dostać w ramach usługi ochrony osób i mienia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here