Kto odpowiada za bezpieczeństwo?

0
47

Ciekawa dyskusja na GoldenLine w grupie Bezpieczeństwo Publiczne, a i równie ciekawy artykuł Krzysztofa, na temat poczucia bezpieczeństwa:

http://www.portal-ochrony.pl/index.php/artykuly/1402-szkice-o-bezpieczestwie

Odniosę się trochę do teorii motywacji – bo badają one w sumie jeden z ważniejszych mechanizmów w codziennym życiu – czyli to dlaczego robimy, to co robimy?

W piramidzie, która moim zdaniem się lekko zdezaktualizowała, Masłow pokazał, tylko w trochę inny sposób – to co jest potrzebą (bezpieczeństwa) posiadania stabilnego zatrudnienia, to co Krzysztof pisze o  pracy – to w teorii najniżej, jako podstawa całej motywacji i zakwalifikowane zostało do egzystencjalnej. Tam też jest pewien stan braku napięcia (czyli niepokoju). Bezpieczeństwo, jest kolejnym elementem w hierarchii.

I tu kawałek, który mi nie pasuje do dzisiejszego świata, czyli właśnie  hierarchiczność (przechodzenie do elementów wyższych, po spełnieniu niższych) – cały czas nie mamy pewności, że zatrudnienie będzie stabilne, ale walczymy o wyższe elementy w piramidzie – np awans. Ale po mojemu walczymy o awans, po to, żeby ustabilizować zatrudnienie, czyli mieć pewność spełnienia potrzeby najniższego rzędu.

Do dzisiejszych czasów bardziej mi pasuje teoria motywacji ERG, opracowana przez Claytona Alderfera. Nazywa się ERG, i spina elementy bezpieczeństwa, czy niepokoju o którym pisze Krzysztof w artykule w grupę czynników E – existance needs. Tylko teraz pytanie, w odniesieniu zarówno do artykułu jak i do teorii powyższych.

Czy naprawdę zostało odebrane prawo do zatrudnienia? Czy może zdjęty został parasol państwowy, zwany obowiązkiem zatrudnienia?

Podobnie  w pozostałych sprawach – czy rzeczywiście jest tak, że pozbawiono bezpieczeństwa w niektórych aspektach?

Moim zdaniem nie do końca i na pewno nie we wszystkich aspektach. Po prostu pozostawiono dbanie o bezpieczeństwo, w niektórych zakresach, w tym ujęciu najniższym, obywatelom. To oni od tego czasu muszą zadbać o potrzeby egzystencjonalne – nie państwo. To samo z bezpieczeństwem (fizycznym) na poziomie lokalnym. W końcu po to dążyliśmy do samorządności i chcieliśmy się uwolnić od tzw państwa policyjnego, żeby samemu zarządzać.

W wielu wystąpieniach za każdym razem podkreślam  – za większość zakresów bezpieczeństwa, szczególnie tego najbliższego, w domu, w pracy, w otoczeniu odpowiadamy sami.  Nie służby – tylko my.

I to jest druga grupa czynników w teorii ERG – R – relatedness needs, potrzeby przynależności, wspólnoty. Bo o ile o samo mieszkanie zadbamy osobiście, o tyle o bezpieczeństwo w osiedlu zadba… wspólnota. W której możemy uczestniczyć i mieć wpływ na to co robi i jak robi,żebyśmy byli bezpieczni i czuli się bezpieczni. Wyżej mamy gminy (w Warszawie dzielnice). Przecież sami decydujemy, kogo wybieramy, jaki program, czyli co dla nas jest najważniejsze. Sami też wybieramy pracę.

Dlatego uważam, że nie odebrano nam zakresów bezpieczeństwa, o których pisze Krzysztof. Raczej oddano je nasze ręce. I dlatego musimy się nauczyć korzystać ze służb. Tak, tak, korzystać. Bo służby są instytucjami, czy firmami INTERWENCYJNYMI. Nawet działania prewencyjne, powinny być prowadzone na skutek pewnej reakcji wspólnoty (w ogólnym ujęciu, bez rozpatrywania form). I dlatego jest tak istotną sprawą współpraca.

Kiedyś na jednym z trudniejszych spotkań, gdzie przedstawiciel władzy lokalnej został ostro zaatakowany przez zebranych na sali mieszkańców (występowałem tam jako ekspert ds bezpieczeństwa publicznego, doradca tegoż pana), zapytałem w pewnym momencie, czy godzą się pozycje w budżecie – wróżenie . Zaległa cisza, a ja zaproponowałem tarota, wróżki, szklaną kulę i dobrą kawę z fusami. I powoli dotarło, że inspiratorem działań jest obywatel – niezależnie czy sam, czy w imieniu wspólnoty. Ale władza ma działania skanalizować, określić ramy prawne i organizacyjne, określić ile kasy i nadzorować realizację. Ale nie ma możliwości być w każdym miejscu w którym przebywa kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców co dzień. Bo to fizycznie nie jest możliwe.

I to jest moim zdaniem taki obrazek, który Krzysztof poniekąd narysował w swoim artykule. Nastąpiła zmiana ustrojowa, oddano władze w ręce ludzi, ale… ci chcą korzystać tylko z tej, która jest prosta w sprawowaniu. Trudniejsze – najlepiej znowu wrzucić na władzę i centralne sterowanie.

Tylko czy o to tak naprawdę chodzi? Znowu ktoś odgórnie ma decydować?