Komuś się chyba coś pomyliło…

0
42

…czyli o wojskowym drylu w komercyjnym bezpieczeństwie.

Obserwując sobie tu i tam, czasem bardziej z boku, czasem bardziej w środku poczynania firm czy działów zajmujących się bezpieczeństwem, doszedłem do pewnego wniosku. Jak w tytule, czyli komuś się coś pomyliło.

Otóż pomyłka ta polega na ogólnie ujmując – „motywowaniu”. Specjalnie w cudzysłowie, bo jakoś że normalnie nie przechodzi mi przez klawiaturę nazwać tego motywowaniem w pełnym znaczeniu tego słowa. Choć w literaturze spotyka się wzmianki o motywowaniu negatywnym, to wydaje mi się jednak, ze nie powinno to być wiodącym, a jedynie szczątkowym, w skrajnych przypadkach. I nie tylko w firmach zajmujących się bezpieczeństwem, ale ogólnie w firmach.

A skąd pomysł, ze ja akurat wiem, ze się pomyliło?

A choćby stąd, że formacje typu wojsko, policja i inne, oparte na służbie (w pełnym tego słowa znaczeniu) realizują inne cele i co najważniejsze – w inny sposób. Choć jak widać po kierunkach kształcenia choćby w policyjnych szkołach, zmienia się również i tam pogląd. A czemu miałby się nie zmieniać, jak powszechnie wiadomo, ze „z niewolnika nie będzie pracownika”?

Osoby, które mają mówione, ze za to kara taka i taka, za tamto taka i taka, w końcu zaczną pracować tylko i wyłącznie w celu wykonania minimum, tak, żeby nie mieć zaliczonej „kary”. Czyli pewien sposób motywacji płacowej jest, ale czy akurat taki jak potrzeba? Czy w robocie związanej z bezpieczeństwem nie potrzeba czegoś więcej? Szukania, dłubania, myślenia, wiązania faktów? A nie kombinowania, jak tu nie oberwać od szefa, inspektora, kontrolnego?

Podobnie niestety widzę w firmach posiadających własnych speców od bezpieczeństwa. Równie często są to osoby, które z niewiadomych mi przyczyn próbują być „złym gliną” zamiast dobrym managerem. Skąd ten standard?

Powiem szczerze że nie wiem. Wiem tylko co z tego wynika. Branża związana z bezpieczeństwem, szczególnie tym fizycznym, dopóki będzie oparta o motywację negatywną, niestety nie będzie się rozwijać. Działy bezpieczeństwa, mimo trudnej i nielubianej roboty (bo któż lubi kontrolujących) same sobie dokładają bariery z powodu bycia takim jak opisałem wyżej.

Kiedyś się zastawiałem, ze to może z powodu jakiegoś kompleksu. I coraz bliżej jestem potwierdzenia tego faktu. Z jednej strony kompleks, z drugiej strony maskowany byciem „twardym”. Tylko to nie wojna i nie zadyma. Tu trzeba partnerów, a nie kozaków. Specjalistów od zarządzania, a nie zabijaków.

Mam nadzieję, że się mylę…