Kiedy praktyka staje się teorią…

0
47

Trochę nawiązując do dyskusji opisanej we wpisie – Gwóźdź w oponie

Otóż zacząłem się zastanawiać, czy ja czegoś nie rozumiem, czy moje wykształcenie ogólne leży. Ale jak to w mojej naturze leży – otrzymałem sygnał, że coś nie tak, warto sprawdzić. Rzecz cała dotyczy rozumienia terminu TEORIA. Niby prosta sprawa, ale jednak okazuje się ze nie do końca.

Na początek definicje:

  1. gr., theōría ‘ogląd’, ‘rozważanie’ < theoōreín ‘przyglądać się’, ‘rozważać’, ‘kontemplować’],
  2. metodol. w znaczeniu ogólnym — usystematyzowana wiedza objaśniająca daną dziedzinę;
  3. w naukach dedukcyjnych — zbiór twierdzeń obejmujący aksjomaty oraz wyprowadzone z nich twierdzenia;
  4. pot. — rezultat działalności badawczej, przeciwieństwo praktyki.

Rozwijając w sposób jak najbardziej subiektywny:

Ad 1.

Przyglądać się, rozważać, kontemplować. Czyli generalnie analizować coś co jest, działa, jest namacalne. Coś, czemu można się przyjrzeć, co można rozważyć i kontemplować. Nie kontemplowałem jeszcze tezy 😉

Ad 2.

Usystematyzowana wiedza, objaśniająca daną dziedzinę. Znaczy się jednak wiedza byłą wcześniej – wiedza praktyczna z reguły, którą należało usystematyzować.

Tu się zatrzymam. To jest pogląd na teorię najbardziej mi bliski. Zwłaszcza jak widzę ścieżkę tworzenia teorii i ludzi zaangażowanych. Okazuje sie że nad spisaniem „teorii” pracują ludzi, którzy mają masę doświadczeń w firmach, a do tego potrafią wyciągnąć sprawy powtarzalne. Opisać je, nazwać, zdefiniować i podać jako pewne ogólne rozwiązanie. Na tyle ogólne, że można zastosować po modyfikacjach wszędzie w zakresie.

Ad 3.

Aksjomaty to pewniki. A takich w bezpieczeństwie nie ma.

Ad 4.

Potoczne rozumienie niech będzie potocznym. Pewne dyskusje na pewnym szczeblu wymagają jednak nie potoczności, a wiedzy.

Tytułem podsumowania.

No właśnie czas na podsumowanie.

W dyskusji o której wcześniej mowa, padło wiele stwierdzeń, ale nie wiem czemu odniosłem wrażenie, ze rozstrzygnięcie – co jest teorią pozostaje na poziomie organizacji. Otóż wrażenie takie odniosłem czytając wypowiedzi, że się nie da, ze opór, że w korporacji to tak nie ma.

Otóż pracując z kilkoma korporacjami – nie jako pracownik, ale jako konsultant stwierdzić musze niestety, ze nie jest to problem bezpieczeństwa, a problem samej korporacji. Stwierdzeni,e ze się nie da, bo pani Krysia się nie zgodzi, jest informacją dla mnie, że tak naprawdę na nienajlepszym poziomie jest zarządzanie firmą.

Dlaczego?

Bo okazuje się, że firmą, a bardziej szczegółowo – jej bezpieczeństwem zarządzają ludzie z innych działów, przez których „się nie da”.

Ostre stwierdzenie, ale znowu może nie do końca prawdziwe. Żeby wiedzieć czy się da czy nie – trzeba spróbować. I na szczęście są ludzie którzy próbują i okazuje się że się … da. 🙂

Podsumowując już całkiem wpis. Argument tego typu i dopasowanie się do takiej sytuacji określa mi poziom siły człowieka od spraw bezpieczeństwa w firmie. I jeśli jest takie jak powyżej –  jest dla mnie miejscem, które trzeba niestety ominąć. Bo szkoda czasu – pani Krysia i tak ma rację. 😉

I na koniec.

Wytyczne security managera dla pracownika ochrony są TEORIĄ. Bo są czymś, co jest spisane na kartce, wynika z wytycznych wewnętrznych, których pracownik ochrony nie zna. Czyli nie ma podstaw do oceny, czy ma to sens czy nie. Całkiem jak w pewnej dyskusji….