Inwestycje w bezpieczeństwo

0
43

Swego czasu usiłowałem pogadać z osobami zajmującymi się bezpieczeństwem, jak planują inwestycje ze swojego zakresu. Próbowałem wskazywać pewne ewentualne kierunki żeby rozmowy ożywić, ale dyskusja była dość niemrawa, i to na dwóch forach branżowych.

Według mnie oznacza to, ze tak naprawdę nie ma standardu wyliczania czy też oceny projektów inwestycyjnych, który byłby stosowany. Tylko czy aby na pewno nie ma?  Czy po prostu znowu problem opisany we wpisie o odrzucaniu pewnych juz istniejących standardów?

Moim zdaniem to drugie. Ale od początku.

Wiele lat temu spotkałem się po raz pierwszy z metodami oceny projektów inwestycyjnych. Podobno są bardzo popularne, stosowane bardzo powszechnie praktycznie we wszystkich branżach i sektorach. Jak widać wszystkich oprócz bezpieczeństwa 😉

Mówię metodach, ale tak naprawdę chodzi mi o zestaw narzędzi, dostarczający praktycznie wszystkich niezbędnych informacji, czyli:

  • Rzeczywistej wartości inwestycji w czasie (bo pieniądz zmienia swą wartość)
  • Maksymalny koszt angażowanego kapitału – w zależności czy liczony jako odsetki od kredytu, czy też jako koszt alternatywny kapitału własnego (co można by z tym kapitałem zrobić). Często liczony jako współczynnik WACC (Weighted Average Cost of Capital), czyli średni koszt angażowanego kapitału.
  • Na podstawie powyższego – minimalna rentowność wdrażanych projektów.
  • Możliwość porównania kilku projektów w ujęciu finansowym

A teraz o czym mówię?

O zestawie znanych praktycznie każdemu menedżerowi (nie bezpieczeństwa niestety) narzędzi, złożonego z:

  • NPV – z angielskiego Net Present Value, czyli po prostu wartości bieżącej netto.
  • IRR – Internal Rate of Return, czyli wewnętrznej stopy zwrotu.
  • Księgowy okres zwrotu – według wartości księgowych, kiedy projekt się zwróci
  • Zdyskontowany okres zwrotu, czyli to samo co księgowy, tylko wykonany na wartościach zdyskontowanych

Te cztery narzędzia dają podstawy do dyskusji o projektach inwestycyjnych w bezpieczeństwie. Tylko zanim dojdzie do ich liczenia niezbędne jest spełnienie dwóch warunków:

  • Nauczenie się posługiwania tablicami dyskontowymi
  • Opracowanie metod budżetowania bezpieczeństwa.

Warunek pierwszy – banalnie prosty. Umiejętność stosowania tablic dyskontowych naprawdę nie jest trudna do opanowania.

Warunek drugi… No to jest problem. Bo wchodzi w niego cała masa elementów które trzeba standaryzować, czyli sprowadzać do podobnych skal, mierników. Żeby nie było za płytko – jednym z mierników jest wartość incydentu. Każdy incydent to koszty.

  • Koszt pracy (roboczogodziny) – nie tylko sporządzającego, ale również decydentów, wszystkich osób, które według reguł obowiązujących w firmie, muszą się z dokumentem co najmniej zapoznać, a niektóre również podjąć pewne decyzje.
  • Koszt materiału (np. papier służący do drukowania raportu, eksploatacja maszyn)
  • Straty bezpośrednie – jeśli występują – to jakie są w wartościach wymiernych
  • Straty pośrednie – czyli ogniw powiązanych z miejscem wystąpienia incydentu.

Można jeszcze wiele. Warto po prostu zastanowić się jak wyrazić „przychód” z bezpieczeństwa. Z nowej inwestycji. Przychód w cudzysłowie, ponieważ działania w zakresie bezpieczeństwa nie są działaniami przynoszącymi zysk. One mają ograniczyć straty. Ale to tez można wykazać.

I tu się kłania druga dyskusja, równie mierna i mizerna. O arkuszach utraconych wartości. Ale to na inny wpis.

Podsumowując.

Jest zestaw doskonałych narzędzi, umożliwiający ocenę inwestycji. Sprawdziłem – działa również w zakresie oceny inwestycji w bezpieczeństwo. 😉