Informować, czy nie informować?

0
40

Czyli nie dajmy się zwariować

Czytam kolejne porady na stronach, portalach i w gazetach, jak to nie powinno się informować na portalach społecznościowych o naszych wycieczkach czy wyjazdach. Podpisują się pod tym czasem też uznani specjaliści od bezpieczeństwa, co mnie nieco dziwi, bo brakuje komentarza i kilku słów wyjaśnień, kiedy taka informacja może być groźna.

Dlatego pozwoliłem sobie na kilka zdań komentarza, bo może nieco oszczędzę nerwów wyjeżdżającym, którzy za sprawą takich porad mogą mieć zepsuty urlop, nie mówiąc już o schorzeniach na tle nerwowym.

Zacznę może od rysu historycznego.

Kiedyś wysyłaliśmy kartki i nawet pisaliśmy o tym, kiedy wracamy. Kartki nie były kopertowane, czytali to praktycznie wszyscy, łącznie z naszymi sąsiadami, jak się listonosz pomylił. Pomijam kwestię że w instytucji zwanej Poczta Polska bywało że kartkę czytał cały dział, bo była atrakcyjna.

O tym, że nas nie będzie informowaliśmy z wyprzedzeniem znajomych. Ot tak, żeby nie wpadli jak nas nie będzie, czasem kwiatki do nich woziliśmy, a czasem wręcz klucze przekazywaliśmy, żeby co większe „eksponaty florystyczne” nie zakończyły żywota. Niektórzy z radością tez informowali swoich mniej lubianych znajomych z pracy, że właśnie wybierają się na fantastyczny wyjazd.

Tyle rysu – może dla zestawienia sytuacja z dziś:

Wyjazdy rezerwujemy z dużym wyprzedzeniem. W biurze podróży podajemy adres pod którym przebywamy, bo dokumenty podróży często dostajemy na kilka dni przed wylotem. Przy krajowych udzielamy nieco mniej informacji, ale… informacja nadal jest już kilka miesięcy a co najmniej tygodni wcześniej wysłana. Na czas warto zwrócić uwagę, bo jeszcze o nim napiszę. A ktoś myślał o tym, czy pracownik gdzieś się z informacjami „nie wyklepie”?

Drugim aspektem rezerwacji jest też radzenie się znajomych gdzie spędzić urlop. Znajomych prosimy o poufność, a tym bardziej – klauzule nam jakieś podpisują?

Nasi znajomi, jak dawniej, dostają kwiatki do opieki, zwierzątka też, czasem na naszej posesji (pieski bywają dość duże, a kotki nie zawsze lubią zamknięta przestrzeń). Oni też nie powinni informacji udzielać, że nas nie ma?

Katalog miejsc i zakresu udzielania informacji mogę rozwijać jeszcze długo, z dopisaniem zakresów informacji potencjalnie niebezpiecznych, jakie są przez nas udzielane w sprawie naszych wyjazdów – urlopowych w tym przypadku. Od rodziny, przez znajomych, po czasem nawet dostawców niektórych usług. Wszystkich ogarniemy klauzulami, wszystkim zakażemy mówić? Już to widzę 😉

Garść porad, czyli nie traćmy zdrowego rozsądku.

Na początek warto sobie pomyśleć, kim tak naprawdę jesteśmy, żeby nas grupy przestępcze obserwowały. Gościem z Linkedina, goldena, czy fejsa, który ma jakieś tam poglądy? Hm… i to już będzie nas umieszczało na liście – PIERWSZY DO OBROBIENIA?

Druga rzecz – kradzież mienia na większą skale, zwana czasem „czyszczeniem mieszkania” (jedna z grup działała pod szyldem firmy sprzątającej), jest operacją o niezłym zapleczu logistycznym. Z dnia na dzień nie da rady, bo trzeba rozpoznać otoczenie, żeby ktoś kolokwialnie „nie wlazł na robotę”. O tym często się zapomina – nie tylko terroryści i zamachowcy (czyli większy kaliber łobuza) obserwują swoje ofiary. Ale tu znowu spłaszczenie rodem z sensacyjnych filmów. Nie tylko ofiarę się obserwuje, a też jej otoczenie i nawyki tego otoczenia, bo to one mogą bardziej przeszkodzić albo zaszkodzić (już po zdarzeniu).

Trzecia sprawa – adres… jakoś tak przeglądam portale społecznościowe i profile znajomych, nie widzę dokładnych adresów. Chyba, że z aplikacji, ale to nie do wakacyjnych wyjazdów, a ogólnie do bezpieczeństwa osobistego bym odniósł, więc na innych felieton. Ale jak już nawet napiszemy, podzielimy się zdjęciem, to i tak dojście do tego, gdzie mieszkamy, ile mamy w domu (opłacalność „wjazdu na kwadrat”), jak gęsta zabudowa, jacy sąsiedzi – nieco potrwa.

Znowu, mogę tak długo. Ale nie jest moim celem opisywanie wszystkiego od A do Z, bo czasu i miejsca by zabrakło. Ogólne przesłanie niniejszego felietonu:

Nie bójmy się tylko myślmy. A zabezpieczenie mieszkania na czas wyjazdu nie polega na NIEINFORMOWANIU o wyjeździe, bo to i tak już zrobiliśmy w co najmniej kilku miejscach z podaniem wręcz adresu.

Kilka zdań krytyki do kolegów i koleżanek z branży.

Otóż mam wrażenie, ze komuś się zapominało pisząc super porady i mówiąc co wolno a czego nie.  Przypomnieć tylko chciałem, że naszym zadaniem, jako specjalistów bezpieczeństwa jest WSKAZAĆ zagrożenia i ryzyka. Ale w żadnym przypadku nie decydowanie o POZIOMIE AKCEPTOWALNYM a już na pewno NIE DECYDOWANIE O ZABEZPIECZENIACH. Dlatego taki mój mały apel – informujmy co może być zagrożeniem, jak zarządzać ryzykiem, jak transferować lub minimalizować. Bo ktoś może lubić informować znajomych, dzielić się szczęściem – pozwólmy mu i pokażmy, jak to można bezpiecznie zrobić. Ale nie przez zakazy i zabranianie działalności jaką dana osoba lubi.

Analogicznie do przedsiębiorstwa – nie my mówimy, jakie informacje ujawniać – tylko Klient (my powinniśmy tylko wskazać ryzyka z ujawnienia tych informacji). I czasem nam się scyzoryk w kieszeni otwiera, bo rzecznik czy zespół prasowy podaje informacje naszym zdaniem zbyt szerokie, ale to jest decyzja SZEFA. Nie nasza.

Więc poradźmy, co zrobić, aby ryzyko włamu zmniejszyć. I nie piszmy o sąsiadach, bo nie wszędzie są panaceum. A czasem nieco by się ucieszyli, jakby coś się u nas stało.

Uczmy i edukujmy, że jak w firmach, tak i w domu. Nie ma identycznych. Nie ma takiego samego zestawu zabezpieczeń. Bo otoczenie, dostępność zabezpieczeń, możliwość ich implementacji jest naprawdę bardzo różna.

Artykuł pojawił się również na stronie firmowej Instytutu Bezpieczeństwa i Informacji.