Goń króliczka… (o ryzyku słów kilka)

0
63

Do niniejszego wpisu zainspirowała mnie dyskusja jaka miała miejsce w trakcie niedawnej konferencji na GPW. Szczególnie końcówka była emocjonująca, bo… pokazała niekoniecznie najlepsze podejście do kwestii ryzyk jako takich. A skutkiem jest gonienie króliczka z coraz większą pasją, choć ten zaczyna nas nieco przerastać. Również początek był nieco mniej udany, bo najpierw poczułem się jak Rycerz Jedi, a potem Dyrekor-Redaktor sprowadził mnie na ziemię przypominając o nieco „odlotowym” traktowaniu ryzyka przez specjalistów z instytucji finansowych – o czym za chwilę.

Po dłuższym zastanowieniu się, doszedłem jednak do wniosku, że te kilka dyskusji które sprowadziłem mimo wszystko na bezpieczeństwo (za co Organizatorów serdecznie przepraszam), utwierdziło mnie w przekonaniu – ryzyko nadal nie jest rozumiane.

Otóż – jeden z prelegentów na moje wystąpienie o tym, że zgadzam się z nieco wyizolowanym podejściem do kwestii oceny ryzyka przez speców od tych zakresów – prostował, że to nie chodzi o ryzyka jakie ja robię i jakie robi Instytut (tak wiem, ryzyko się nie odmienia, powinno być ryzyko – nie ryzyka).

Cóż, nie było jak sprostować na miejscu, więc może tutaj – RYZYKO SZACUJE SIĘ TAK SAMO. Niezależnie od tego, czy jest w kategoriach finansowych, materialnych, prawnych, czy szerzej, w ujęciu strategicznym – ekonomiczne, prawne, polityczne, technologiczne… Tak samo ważne w modelu będzie prawdopodobieństwo jak i wpływ. Wpływ zwany z angielskiego – impact, czyli nieco bardziej dosadnie. W niektórych obszarach dodaje się również natężenie danej cechy wraz z czasem – co daje nam trzeci wymiar ryzyka – ekspozycja, czyli narażenie na czynnik ryzyka.

Niemożliwe? A jednak nawet sami na co dzień znamy przykłady nie tylko oceny, ale nawet instytucji – JEDNEJ, która reaguje na takie ryzyka w skali naszego kraju. Nazywa się ABW. I w zadaniach ma nie tylko zwalczanie terroru – co można przez analogię do bezpieczeństwa i ochrony fizycznej przenieść na grunt organizacji, ale również przestępstwa godzące w podstawy ekonomiczne państwa – co wprost wiąże się z materializacją ryzyk z tej kategorii. Jest jeszcze zwalczanie korupcji, co analogicznie w firmach … również jest zwalczaniem korupcji. Może nieco szerzej – zwalczaniem nadużyć, które mogą przybrać postać korupcji.

Wracając do firm i organizacji jak również sztucznego podziału na ryzyka robione na poziomie rynków, instytucji finansowych, a ryzyk bardziej „materialnych” czy może namacalnych. Istotą oceny ryzyka jest wpływ skutku jego materializacji na działalność organizacji. Krytyczne, czasem katastroficzne – to takie, które całkowicie przerywają możliwość działania organizacji w swoim biznesie. Chyba do tej pory zgadzamy się?

Więc różnica widoczna jest w rodzaju ryzyka, źródła informacji… Zaraz, zaraz, ale mechanizm nadal ten sam – trzeba pozyskać informacje. Przetworzyć je i ocenić, klasyfikując „impact”. Potem dołóżmy prawdopodobieństwo i już.

W przypadku instytucji finansowych – ryzyka są związane z sytuacją ekonomiczną, nastrojami, wynikami spółek etc. Ale czy naprawdę nie ma źródeł informacji o prawdopodobieństwie i potencjalnym skutku? Hm… widzę masę analiz – zresztą temu była poświęcona konferencja i panel w którym miałem przyjemność być tym „za stołem”. Źródła są – trzeba ocenić. A że czasem oceny nie są trafne – cóż…

A trafne były oceny wody tysiącletniej w powodziach z 1997 roku i z 2010 roku? Jak sama nazwa wskazuje – taka woda winna być raz na tysiąc lat, a tu nawet nie była raz na sto (stuletnia). Jak widać – analizy i prognozy bywają równie trafne na rynku finansowym jak i w obszarze zagrożeń naturalnych.

Kolejne podobieństwo? Cóż.. są w Polsce specjaliści, którzy przewidywali upadki dużych firm, mówiło się często uważajcie to bańka spekulacyjna. Czemu tak mówiono? Bo były symptomy? Tak – oczywiście. Z powodziami też były symptomy. Brak ich zauważenia skutkował tym czym skutkował – w rynku finansowym katastrofą, w środowisku realnym – … katastrofą.

Różnice? Hm… chyba tylko w podejściu i wierze. Ale podobną wiarę mieli ludzie, którzy pobudowali się na terenach uznanych za zalewowe. Ot, przyjdzie ratunek, służby nas nie zostawią… Dziś mamy podobną wiarę, czy przy Amber Gold, czy chwilę wcześniej przy opcjach (tych złych, nie jako zabezpieczenie). Ale katastroficzne ryzyko które się zmaterializowało to po prostu KATASTROFA. Nie da się działać na starych warunkach, trzeba się odbudowywać (disaster recovery).

Ale pisałem wcześniej o narażeniu (ekspozycji) i natężeniu. Wydawać by się mogło, że nijak nie da się powiązać. Ot z innej kategorii ryzyk – BHP i ekspozycja na substancje mutagenne, rakotwórcze etc. Czyli po prostu przebywanie w środowisku toksycznym. Zaraz, zaraz… toksyczne… Kredyty toksyczne – zdaje się taka „ekspozycja” na toksyczne kredyty położyła niektóre instytucje a przynajmniej zmusiła do niekorzystnych działań. W przypadku firm produkcyjnych narażenie przekraczające dopuszczalne normy wynika najczęściej z niedostatecznego nadzoru przełożonych, od bezpośrednich do najwyższego szczebla. Czyli brak mechanizmów kontrolnych, dla zarządzania ryzkami. Jakoś analogia sama mi się ciśnie – zdaje się toksyczne kredyty i narażenie na ekspozycję na nie instytucji finansowych często wynikało… z nieodpowiedniego nadzoru. W tym przypadku czynnikiem wzmagającym ryzyko były… plany sprzedażowe. W przypadku firm produkcyjnych często są to też plany – produkcyjne.

Analogi mogę wiele. Ale myślę, że warto poszukać pomysłów i koncepcji w każdym aspekcie działania organizacji. Bo naprawdę z ryzykiem najmocniej pracuje się w dwóch przypadkach:

Przypadek 1 – ktoś już dostał kopa. Może co prawda zacząć się bać wszędzie i to będzie już obsesja.

Przypadek 2 – ryzyka są namacalne i łatwiejsze do wyobrażenia. Wyobrażenia, nie oszacowania. Czyli łatwiej nam wyobrazić sobie, że detonacja w strefie zagrożenia wybuchem zniszczy konstrukcję budynku i położy produkcję. A będzie to wynikiem lekceważenia przepisów BHP i organizacji pracy w obchodzeniu się z materiałami palnymi i wybuchowymi. Łatwiej to sobie wyobrazić niż to, że inwestycja w ryzykowne aktywa… położy strukturę przychodową, co w konsekwencji położy firmę.

I już ostatnia analogia. Do działania w obszarze finansów firmy potrzebne są zasoby finansowe. Ich atrybuty – to mają byćna określonym poziomie oprocentowania, dostępne w określony sposób. Do działania w obszarze produkcji muszą być surowce, które też mają być, mają mieć określoną gęstość, konsystencję, lepkość etc.

Różnic na poziomie systemowym naprawdę nie ma. Różnice wytworzyli ludzie. Czemu? Sam nie wiem. Wiem tylko, że „robiąc ryzyko” muszę wiedzieć:

  • Jakie atrybuty posiadają oceniane zasoby (co je określa);
  • Jaką wartość dla działalności podstawowej firmy mają określone zasoby (wartościowanie zasobów);
  • Jakie zdarzenia w postaci materialnej i niematerialnej spowodują, że utracę możliwość korzystania z nich, a szczególnie z tych, które są kluczowe dla mojego działania. Tu mogę również pójść w ocenę czasu ekspozycji jaki wytrzymam (wstęp do BCM/BCP);
  • Jakie jest prawdopodobieństwo zdarzeń przez które moje zasoby kluczowe utracą swoje atrybuty i właściwości.

Przykład OLT Ekspress (uproszczenie, bo naprawdę mam dużo pracy dla moich Klientów, żeby zajmować się casusami – może jak czas znajdę na książkę).

  • Zasoby kluczowe – zasoby finansowe (opłaty bieżące  – najważniejsze finansowanie operacji lotniczych).
  • Najważniejszy atrybut – SĄ.
  • Zdarzenie inicjujące – negatywne opinie z KNF, skutek wstrzymanie finansowania przez banki.
  • Jak widać – brak finansowania w krótkim czasie złożył firmę, więc ekspozycja krytyczna na brak finansowania bardzo krótka (BCP powinno przewidzieć rezerwy lub gwarancje).
  • Prawdopodobieństwo – cóż. Tyle wyroków i wszystkie w zawiasach. Jak dla mnie prawdopodobieństwo, że w końcu się nie uda – 99%.

Naprawdę różni się to od oceny ryzyka wypadku na magazynie wysokiego składowania, gdzie wózkowy jeździ z ułańską fantazją, a regały nie mają zabezpieczeń?

Złoży regały, magazyn leży, staje produkcja (nie ma kto odebrać) i… tego co zniszczone w magazynie nie wypchniemy na rynek, bieżąca nie nadrobi – wypadamy z półek. Firma leży.