Doganiamy króliczka… (o ryzyku dalej)

0
59

Czyli nieco o schematach

Wczoraj napisałem nieco o analogiach w ryzyku. O tym, że podziały na rodzaje są podziałami sztucznymi moim zdaniem całkowicie nieuzasadnionymi. I… właśnie zatrzymałem się, uświadamiając sobie odwieczną prawdę – nieuzasadnionymi z wysokiego punktu widzenia – czyli TOP. Z punktu widzenia specjalistów od ryzyka, podejście jak najbardziej uzasadnione – będzie nas więcej w jednej firmie, będzie z kim pogadać lub pokonkurować. Gospodarczo w sumie też – bo większe zatrudnienie, gość od finansowych, gość od bezpieczeństwa w rozumieniu fizycznych zasobów (security) od BHP i ppoż (safety). Może być jeszcze od środowiska. I komplet mamy – HSSE. Nie zawsze w jednym.

Czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (to ta odwieczna prawda).

Ale czy naprawdę aż taki podział jest konieczny? Czy każde z tych ryzyk wymaga własnego systemu? Odpowiedziałbym – nie wydaje mi się. Ale to jeszcze 5-6 lat temu. Dziś odpowiem z pewnością – nie, nie ma sensu. Według mnie jest to tylko mnożenie bytów, które co prawda ekonomicznie w skali kraju może być korzystne (więcej stanowisk, większe zatrudnienie) o tyle w działaniu firmy już niekoniecznie i nie tylko ekonomicznie. Kilka różnych systemów powoduje naprawdę dużo … ryzyk. Głównie niezrozumienia i brak możliwości porównania u kadry zarządzającej więc krytyczne, czy katastroficzne – brak właściwych decyzji. Albo ktoś ładniej pisze lub opowiada… więc łatwiej przyswoić w krótkim czasie, jaki ma manager na zapoznanie się z wynikami.

Ale wróćmy do meritum. Czyli oceny ryzyka. I próby poszukania odpowiedzi na pytanie – kim jest CEO? „Gościem” od ryzyk? Człowiekiem, który ma dokładnie znać metodologie, źródła pozyskania i oceny informacji? Tak od podstaw? Hm… I do tego 5-7 zakresów (standardowe – czyli co najmniej)?

A może powinien wszystkie ryzyka dostać NA JEDNYM SCHEMACIE? Gdzie krytyczne – to takie, co kładą całą firmę. Lub przekraczają czas „ekspozycji” (narażenia) na zagrożenia, co skutkuje przerwaniem procesu biznesowego. Prawdopodobieństwo podobnie – np. wysokie (prawie pewne) to do 6 miesięcy przewidywana materializacja? Ekspozycję i natężenie zagrożenia pozwolę sobie dziś ominąć, bo to nieco ciężkie i przykłady bywają zawiłe.

Wespół w zespół, czyli jak to ograć?

Jak już zrozumiemy, że możemy na jednym schemacie prawdopodobieństwa i skutku „zrobić” wszystkie ryzyka, pozostaje nam zbudowanie takiego systemu i znalezienie człowieka o wyjątkowo analitycznym umyśle. Wyjątkowo dlatego, że musi zobaczyć, usłyszeć i dotknąć różnych ryzyk, a mimo wszystko pozostać bezstronnym. Tak – BEZSTRONNOŚĆ – to jest doskonałe określenie. Taki RISK SPECIALIST, czyli spec od ryzyka musi doskonale znać swój system i doskonale umieć prowadzić rozmowy o ryzykach z ich właścicielami (to ten podstawowy zespół). Bo mają być przedstawione w sposób pozbawiony emocji. Tych wynikających z poczucia bezpieczeństwa (to na inny wpis). Czyli po prostu uzgodnić z właścicielami – dyrektorami finansowym, produkcji, marketingu, sprzedaży etc to co może się zdarzyć i jaki może mieć wpływ. Bo to oni tak naprawdę pokażą co zagrozić może naszemu działaniu i to nie będzie tylko usterka maszyny czy pożar. A potem do naczelnego Wodza… i?

EUREKA…

Czyli SWOT.

Banalne prawda?