Cuda się zdarzają

0
59

Czyli “Kto kogo?”.

Największym problemem ludzi, dla których pasja stała się pracą, to jest brak możliwości “wyłączenia się”. Niestety, padłem już chyba ofiarą takiej przypadłości. Otóż w domu mam doskonałe Szefowe Kuchni, co powoduje, że czasem spojrzę w programy kulinarne. Oczywiście “biznes is biznes”, więc w trakcie masa reklam, najczęściej związanych właśnie ze “spożywką”. I jaki ciekawy produkt ma jeden z producentów przypraw – papirus do smażenia… Kozackie, nie trzeba pamiętać o przyprawach. Ale w następnym bloku reklamowym, jakie fajne rozwiązanie – woreczek do smażenia….

Zaraz, zaraz… ale to przecież było?

Jak w tytule – cuda się zdarzają. Najczęściej na kiju – na odpuście, figurki cudownie rzeźbione i malowane (stąd nazwa cuda na kiju).  Tylko włączyła mi się zawodowa czujność i od razu zadałem pytanie – nawet chyba na głos – ciekaw jest kto kogo skosił na informacjach z badań i rozwoju (popularnie R&D)?

Bo co jak co, ale w tym samym czasie podobna kampania, podobny produkt… Cóż nie wierzę. A nie wierzę…:

Że w tym samym czasie nagle ten sam pomysł. Gdzie luka, gdzie coś “uleciało” bokiem? Na etapie koncepcji, czy na etapie już produktu? A może i tak i tak? (o ja cię – nie mój klient, ale już mi gorąco). W sumie z jednej i drugiej strony bym mocno się zastanowił. Koncepcja produktu że leci – OK. Ale że leci i koncepcja produktu i jeszcze do tego informacja od kiedy kampania – to już naprawdę gruba kasa. Stratami udziału w rynku liczona.

Oczywiście nie jestem aż tak czarnowidzący – bo zakładam inną możliwość. Emitujący reklamę też potrafi pomyśleć, że więcej zarobi jak w to samo pasmo będzie chciało się wbić dwóch reklamodawców o podobnym produkcie. Ale to już i tak skutek i próba ratowania tego co się da.

A jak uleciało (w przypisie wyjaśnienie czemu uleciało)?

Czyli mleko się rozlało… Ale jak? Za długi język na rautach, czy spotkaniach branżowych? Niedostateczna ochrona w miejscu tworzenia nowego rozwiązania? Kiedyś pisałem o gwiazdach – w oparciu o macierz Bostońską – BCG, i tu jak widać się zmaterializowało, bo naprawdę w cuda nie wierzę. Pozwolę sobie cytat “z siebie” (artykuł z 2008 roku):

Rozwijania nowych produktów (przygotowanie gruntu, zapewnienie stosownej ochrony dla informacji, ponieważ często wprowadzenie nowego produktu jest poprzedzone kampanią marketingową, która ma być otwarciem. Na pewno otwarciem nie powinien być wyciek informacji, chyba, że zamierzony).

Tu chyba coś nie było zamierzone. A raczej wiele z tych działań nie było zamierzone.

Innymi słowy – ciekawy case, do rozpatrywania na kolejnych szkoleniach z bezpieczeństwa informacji. I to całkiem wartościowy, bo na naszych oczach, a do tego z produktem, który teraz z fazy znaku zapytania do fazy gwiazdy ma wejść. Tylko przy takiej konkurencji (substytut) nagle wzrosło ryzyko scenariusza porażki – czyli przejścia z gwiazdy do psów. Bo nie sprzedajemy nowego produktu, całkiem nieznanego, tylko nowy produkt całkiem nieznany, podobny do drugiego produktu całkiem nieznanego, który również startuje. I będzie porównanie – który lepszy. A nie jak zapewne w zamierzeniach – czy się przyjmie. Bo któryś już się przyjmie – dwa są, więc już tylko wybór.

Oczywiście to wszystko powyżej to dywagacje i domysły. Mogę się przecież mylić…

 

Uleciało – od ulotu. Określenie wycieku informacji poprzez elementy infrastruktury nie tylko IT. Informacje potrafią “korzystać” również z innych elementów znajdujących się w pomieszczeniach a posiadających właściwości przewodzące. Skutkiem jest możliwość pozyskania i odczytania informacji nawet bez podłączania się do sieci. Pojęcie ulotu i walki z nim najbardziej rozwinięte jest w ochronie informacji niejawnych, w innych obszarach nie zawsze się o tym pamięta.

Chcesz skomentować? Link do forum Business-Security – wejdź podyskutuj!!