CSO a marka.

0
59

Kolejny kawałek rozważań na temat CSO w firmie. Na początek kilka zdań na temat marki i spojrzenia ze strony osoby zajmującej się bezpieczeństwem. Właśnie takiego spojrzenia, bo jak we wszystkich zakresach, nie mam zamiaru namawiać, żeby CSO czy jakikolwiek inny pracownik pracujący w strukturach zajmujących się bezpieczeństwem firmy, wyręczali lub dublowali działania innych komórek organizacyjnych.

Na początek pewne rozgraniczenie. Widać dziś działania dwukierunkowe w zakresie marki. Pierwszy kierunek – to ten, w którym jest ona powiązana z organizacją, a działania są nakierowane na budowanie reputacji firmy, drugi kierunek, to odnoszące się do produktu lub usługi.
Przykładem firmy niech będzie Toyota. Wiele osób jest w stanie od razu wymienić, czym się charakteryzują produkty Toyoty, mimo, że nie zawsze z nich korzystali. Jakość i bezawaryjność jest „rozciągnięta” na wszystkie pozostałe, nawet te zupełnie nowe.

Z kolei przykładem produktu niech będzie Heyah i ERA, czyli dwóch operatorów komórkowych. Ale czy naprawdę dwóch? Obie sieci są własnością Polskiej Telefonii Cyfrowej.

Po co i kiedy stosować jedną, a kiedy drugą strategię? Nie, to nie jest zadanie dla CSO. Jednak czy naprawdę osoba zajmująca się bezpieczeństwem nie ma nic do powiedzenia w tym zakresie? Wydaje mi się jednak, że ma bardzo wiele. Decyzja o strategii marki powinna wynikać również z istniejących zagrożeń. A zagrożenia to nie tylko rynek, to również wrogie działania konkurencji. Nie zawsze etyczne i nie zawsze zgodne z prawem. To również działania osób, które w niektórych przypadkach uznają się za pokrzywdzone przez firmę. Jak również wielu ludzi, którzy nie do końca prawidłowo funkcjonują.

Załóżmy sobie taką sytuację – firma produkująca artykuły spożywcze, promującą markę firmy. Przecież bardzo prosto jest dokonać działań dywersyjnych na produktach u odbiorców detalicznych, a przy dużym zmasowaniu tychże działań nie zostanie to obojętne dla marki. Ale nie dla marki produktu, która jakby była, to można ja po prostu wycofać. Każda informacja o np. przeterminowanych produktach, zatrutych, czy jakichkolwiek, będzie jednocześnie informacją o tym, ze dana firma nie utrzymuję odpowiedniego poziomu jakości, bo pierwszą informacją jest nazwa firmy – jako marka wiodąca i umieszczana w nazwie każdego produktu.

Dlatego w tym przypadku zanim zostanie podjęta decyzja na najwyższym szczeblu kierowniczym w firmie, należałoby podjąć próbę analizy zagrożeń dla rozwiązania opartego o markę firmy. Jeśli okaże się, że zagrożenie jest zbyt duże, bo rynek ostro walczy lub produkty można łatwo „zmienić”, w tym momencie promowanie marki produktu może stanowić zabezpieczenie. Z mojej wiedzy wynika, ze tego typu działania są podejmowane głównie w branży spożywczej, ale też w przypadku zupełnie nowych i innowacyjnych produktów, które dopiero jak okazują się sukcesem, zaczynają być łączone bezpośrednio z firmą i marką firmy.

Co w tym całym kołowrocie z marką, produktami, firmą itp. Ma robić CSO? Cóż, podjąć działania zmierzające do oceny zagrożeń i pomóc w podjęciu decyzji, bo jak już wcześniej pisałem, nie on sam podejmuje decyzje w tym zakresie. Ma dostarczyć po prostu informacje, które ja nazywam „Hiobową analizą”. Taka rola „bezpiecznika” żeby przewidywać najgorsze.

Ale to nie koniec. Jak już opracuje najgorsze i najczarniejsze scenariusze, zarówno w wariancie pierwszym, jak i drugim, musi od razu przystąpić do pracy i ustawić zabezpieczenia każdego rodzaju.