Co kupujemy w ochronie…

0
63

Długo zbierałem się do opisania różnic w ochronie fizycznej osób i mienia. Różnic pomiędzy tą realizowaną przez pracowników ochrony – licencjonowanych i tych, którzy licencji nie posiadają. Poza oczywistymi różnicami w przygotowaniu zawodowym, jest ich nieco więcej. Ale skoro już o różnicach – to może temat wyszkolenia. W tym zakresie teoretycznie mamy trzy poziomy, praktycznie – dwa.

Poziom 1 – pracownik wykonujący zadania w zakresie nie wymagającym licencji. Nie wymagającym, nie oznacza – nie wskazanym. To powinno z planu ochrony wynikać. Ale krótki rys takiego pracownika. Otóż badanie lekarskie – zwykłe, z medycyny pracy. Wyszkolenie… zgodne z Kodeksem Pracy, czyli w zakresie zawodowym – NIC. Otóż taki “pracownik ochrony” (przepraszam, mam licencje – dwie, techniczną i fizyczną, więc musi być cudzysłów, bo ja się nie godzę z definicją z Ustawy), taki w sumie prawie pracownik ochrony nie ma żadnych wymagań kwalifikacyjnych. Czyli jest ruletka i loteria, czy nielicencjonowanego dostaniemy doświadczonego, czy pójdzie na obiekt bardziej prestiżowy. Innymi słowy – kupujemy kota w worku, z gwarancją, że na pewno będzie to osoba z … no właśnie. Problem niewielki, bo jak na zleceniu to trudno mówić o medycynie pracy, niekaralności… wszak wszystko na oświadczenie.

Poziom 2 – pracownik ochrony fizycznej posiadający licencję. Daruję sobie podział na tego, który ma II stopień, czyli menedżerską, z uprawnieniami do kierowania licencjonowanymi i pisania planów, w zakresie samej reakcji, bo o tym dzisiejszy wpis, mają uprawnienia takie same. Tu już mamy człowieka, który posiada zdolność do wykonywania zadań stwierdzoną stosownym oświadczeniem lekarskim, przez “konsylium” lekarskie w specjalizacjach kardiolog, okulista, psycholog, psychiatra (przynajmniej ja miałem w Cepelku), i cała masa innych. Nie ma tu różnicy w zakresie broni i braku broni, bo jest to już pracownik, który posiada pełne, ustawowe uprawnienia do tego, aby ograniczać wolność (ujęcie i to nie obywatelskie, a z uprawnień), nietykalność (środki przymusu, od siły fizycznej, przez paralizatory, po kajdanki, pałki etc), a nawet w uzasadnionych przypadkach ma prawo nam odebrać życie. Oczywiście jego działanie nie może zmierzać do tego, ale prawo użycia broni ma jak najbardziej, a jak to mówią, człowiek strzela, pan Bóg kule nosi. Dodać należy, że aby uzyskać licencję na dziś trzeba mieć za sobą kurs minimum 3 miesiące lub szkołę kształcącą w zawodzie technik ochrony osób i mienia. Innymi słowy – między poziomem 1 i poziomem 2 w zakresie uprawnień, kwalifikacji, zakresu badań (a więc pewności, że nic się nie stanie), jest po prostu PRZEPAŚĆ.

KURIOZUM – a więc … pracownik opisany w POZIOMIE 2, a posiadający… orzeczenie o niepełnosprawności.  Czyli wiedza zostaje, ale w pewnych przypadkach zastanawiam się nad umiejętnościami, szczególnie przy niepełnosprawności ruchowej lub np. epilepsji. Niestety, pracownicy ochrony z kategorii KURIOZUM to większość w ochronie (obecnie). Jako, że wieczór, a ja nie lubię się za bardzo denerwować, więc pominę na dziś rozpatrywanie tego zjawiska.

Jak widać, powyżej, różnice są znaczne. Ogólnie żeby nie zamęczać przepisami, w wielkim skrócie – POZIOM 2 ma dużo większy wachlarz środków, którymi może przywrócić ład i porządek na obiekcie jak również ochronić nasze mienie i zdrowie (życie też). Oczywiście – za chwilę słowa oburzenia, bo przecież ten z POZIOMU 1 też może… Ujęcie obywatelskie – jak niektórzy usiłują mnie przekonać. Pościg za sprawcą, w ramach owego ujęcia. Ale przecież dokładnie to samo mogą zrobić pracownicy zleceniodawcy ochrony… więc nie bardzo rozumiem… a nie, to za chwilę – musi być dramatyczny nagłówek.

Za co płacimy – i ile?

Otóż co najciekawsze – różnica pomiędzy poziomem 1 i poziomem 2 w stawkach na wolnym rynku jest mało znaczna. Sięga (za samego pracownika) od 0,50 PLN do 1,20 PLN, w szczycie 1,50 PLN.

Tak proszę Czytelnika, różnica między pracownikiem który (generalizuję) NIEWIELE UMIE i NIEWIELE MOŻE, a tymi co już podstawy mają i uprawnień o wiele więcej to w skali miesiąca, na jednym posterunku całodobowym… to 360 PLN w skali miesiąca (przy założeniu 30 dni pracy, 0,50 PLN na godzinie). Ale nawet biorąc pod uwagę maksymalne różnice (naprawdę rzadko zdarza się więcej niż 1,50 między licencją a bez licencji), to nadal nieco ponad 1 tys. miesięcznie. Ale jeszcze jaka skala. Nielicencjonowany – 9,00 – 10,00 netto. Licencjonowany 10,50-12,00 netto. Oczywiście nie uwzględniam przetargów, bo tam i 5,80 bywa, ale żeby to zrobić to większość pracuje z kategorii KURIOZUM. Znowu pomijam, bo wieczór i warto dobry humor mieć. Wrócę do wyliczeń – pracownik z kategorii 1 – czyli niewiele oraz niewiele, koszt miesięczny 6480 netto (krótki miesiąc) do 7200 netto, a ten z licencją od 7560 do 8640 netto. W procentach to różnica w płatności okolicach 10%. Różnica w wyszkoleniu  i uprawnieniach – jakieś 800% więcej.

Podsumowanie

Czyli skąd się wziął pomysł na wpis?

Otóż na jednym z for dla ochroniarzy ciągle i wciąż czytałem o tym, jak to nielicencjonowany może sobie mieć na wartowni tonfę (pałka wielofunkcyjna), kajdanki, RMG (ręczny miotacz gazu) i to jest nie jego (specjalnie szyk przestawny). Natomiast jak wystąpi zdarzenie w którym będzie musiał się bronić lub mienia – to wtedy…. tego użyje. Cóż. BZDURA jakich mało. Już przy nowelizacji Kodeksu Karnego, w zakresie obrony koniecznej i stanu wyższej konieczności wykazywałem, że to nie tak prosto. Uprawnienie pracownika ochrony wychodzi nieco (a nawet zdecydowanie) dalej niż uprawnienie obywatela. Ale narzędzia… dostaje dopiero licencjonowany. Bo przecież jak dać uprawnienia do naruszania dóbr i wolności osobie która jako podstawę do wykonywania pracy dostarcza… zaświadczenie z medycyny pracy i niekaralność?

A skąd pomysł. Dzisiejszy NEWS:

Policja za prawie milion zł zakupiła sześć głośników, które miały dezorientować tłum i wywoływać ból bez uszczerbku dla zdrowia. Najwyższa Izba Kontroli twierdzi jednak, że funkcjonariusze nie mogą z nich korzystać zgodnie z prawem – informuje RMF FM. Warszawska prokuratura bada, czy wszcząć śledztwo w całej sprawie.

Policjanci nie mogą użyć tego nowoczesnego sprzętu, ponieważ wykorzystanie sygnałów akustycznych nie jest zaliczane w polskim prawie jako środek przymusu bezpośredniego.

– Mimo to specyfikacja warunków zamówienia takie elementy wyposażenia zawierała, i zgodnie z nią dokonano zakupu urządzeń w nie zaopatrzonych – twierdzi RMF FM.

Źródło: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nielegalna-bron-i-nierzetelny-przetarg-nik-skontrolowala-policyjne-superglosniki,291069.html

Czyli jak pisałem wcześniej, a teraz kilka zdań teorii. Naprawdę kilka.

Istota uprawnień wszystkich służb, instytucji, formacji w zakresie używania środków przymusu, ograniczania wolności, to z zasady naruszenie dóbr i wolności człowieka, gwarantowanych w Konstytucji. Ale owe naruszenia odbywają się również na zasadach w Konstytucji opisanych – przepis w randze ustawy oraz określony cel.

Innymi słowy, w tym konkretnym zakresie, w którym służby, formacje i instytucje – a w tym też pracownicy ochrony, zastosowania nie ma zasada – co nie zakazane, to dozwolone. A odwrotnie – wszystko jest zakazane, ale w ustawach można określić co jest dozwolone, komu, czym i jak.

Dlatego bardzo głęboko zastanawiam się i staram edukować moich Klientów, że to, że na wartowni na której służbę pełni pracownik opisany jako POZIOM 1 znajdują się środki przymusu, to wcale nie jest dobrze. A już na pewno dobrze nie będzie, jak taki nielicencjonowany użyje i nie daj … komuś krzywdę zrobi. Albo bezprawnie ograniczy wolność (bo skąd ma wiedzieć kiedy jest prawnie a kiedy bez?).

Pod rozwagę … komu płacimy, za co i czemu prawie tyle samo za ludzi, co niewiele mogą, mogąc dorzucić nieco i mieć to co chcemy?