Centralne sterowanie?

0
47

Czyżby powrót do starych „dobrych” (haha) czasów? Wróciłem z wyjazdu i zacząłem przeglądać fora. W jednym z nich, oczywiście branżowym, dyskusja o nowym taryfikatorze. I o tym, jak dzielić wpływy z mandatów z wykroczeń drogowych, w tym tych rejestrowanych automatycznie (konserwy z fotoradarami).

Podobno 16 grudnia ma być głosowany pomysł podziału 80/20 %. 80 % dla gminy, ale… ale z tych 80 % połowa ma być … na drogi. Tak sobie dumają przy tworzeniu ustawy.

Cóż, czyżby powrót do gospodarki centralnie planowanej? Po kilku latach eksperymentu, z wprowadzeniem samorządu, zaczyna się odwrót?

Drugi symptom odwrotu to atak na Straże, jaki mieliśmy ostatnio i dość niejasne, czy też samobójcze postępowanie Policji. Może jednak nie samobójcze? Może nagle znowu się okaże, że oficjele wysoko wiedzą lepiej?

Nie dywaguję nad rozdziałem środków, bo ja nie jestem polityk. Ale podumam sobie na temat decydowania, co ma robić Straż. Policja bardzo często narzuca kierunek działania Strażom, ciągle i wciąż usiłując wskazać, że są do pomocy Policji.  Niech mi ktoś pokaże taki zapis 😉 Ale to na inny temat.

Ten, który mnie bardziej interesuje – to trafność. Skoro znalazło się miejsce na Straże, mało tego, jak widać na przykładzie warszawskim (ale nie tylko) mają one możliwość działania w zakresie ujmowania sprawców przestępstw. A tych sprawców ujmuje w pewnym okresie – bardzo dużo, to jak to jest możliwe?

  • Co z prognozami?
  • Co z wytyczaniem kierunku działania?
  • Gdzie jest trafność?

Dodam tylko, że mówimy o okresie, kiedy był tzw rynek pracodawcy. Czym się objawiał? Na około 300 wakatów w Straży Miejskiej m. st. Warszawy, było 6500 kandydatów. Słownie napisze, bo może się komuś źle odczytać – na trzysta stanowisk pracy, sześć i pół tysiąca kandydatów.

Czyli trudno mówić o niedoborze pracowników do służb w tym czasie. A jednak było miejsce na instytucję, która robiła robotę zwaną „policyjną”. Czyli reagowała na bójki (często zlecane przez Policję) zadymy (jeszcze częściej zlecane).

I do meritum.

Teraz taka instytucja, która poprzez lata pokazała jak dobrze sobie radzi z planowaniem, chce nagle zejść w dół i mówić co jest potrzebne w gminie? Coś na wzór rozdziału środków wpływających z mandatów?

Hmmmm….

Powiem tak – zgoda. Niech tak będzie, ale jest warunek. Przy takim planowaniu – obowiązkowo brane pod uwagę zdanie władz gminy. Nie jako jakieś tam pisma spadające do szuflady, tylko w sposób rzeczywisty brane pod uwagę.

A do momentu, jak pomysły idą z „centrali”, to wybaczcie – ale wiele z rzeczywistością wspólnego nie mają.