Być „bezpiecznikiem” w Polsce

0
53

Czyli kilka zdań refleksji. Refleksji, po ostatnio prowadzonych projektach rekrutacyjnych. Prowadzonych dla klientów, ale też i dla Instytutu. Wszak żeby się dalej rozwijać, trzeba mieć zaplecze. No więc ja zacząłem i dla siebie (tak około czerwca) i dla klientów (ostatnie dwa miesiące). Na początek jakie to były rekrutacje? Z nazwy nie podam, żeby nie identyfikować za bardzo. Stanowiska w strukturze podpięte praktycznie pod samą górę. Czyli wymagające nie tylko wiedzy merytorycznej, ale też biznesowej, czy inaczej, kluczowej dla danej działalności.

I teraz skąd zacząłem. Od tzw „uznanych w branży”. W tym, tak jak mi się wydawało, speców, którzy swoją wiedzę pozyskiwali w koncernach zagranicznych. Niestety, pierwsza porażka. Okazało się, że z tych, z którymi rozmawiałem, co najmniej 80 % potrafi tylko opowiadać co robili… Ale co zrobić, już nie bardzo.

Zejście na wymagania prawne, tu już poważne rozczarowanie. Nie chodzi nawet o brak wiedzy, a raczej o ignorowanie krajowych przepisów. Stwierdzenie (może niedosłowne) ze centrala sobie życzy inaczej jest co najmniej niepoważne. Co najmniej, bo grozi w wielu przypadkach pewną odpowiedzialnością, a co za tym idzie, załamaniem procesu biznesowego. Do tego dołożona merytoryka – czyli wiedza branżowa, która w wielu przypadkach pozostałą na poziomie… realizacji wymagań i dostosowaniu tych wymagań do danej organizacji. Kreatywność? Cóż, nawet była, ale w jakichś kuriozalnych wymysłach, które praktycznie nie zgrywały się z przepisami o ochronie osób i mienia, danych osobowych, czy jakichkolwiek informacji. No i do tego problem, ze zrozumieniem, że niektóre firmy dopiero standardy budują. Zamiast zainteresowania tak ciekawą robota – wszak stworzyć coś, to nie lada wyczyn, odczułem w rozmowach pogardę. Przecież na zachodzie (czasem wschodzie) już to mają…

Rozczarowałem się. Mam nadzieję, że nie wszyscy z tak zwanej uznanej grupy są tylko odtwórcami standardów, które ktoś gdzieś opracował. Że mimo wszystko tez potrafią tworzyć. Moja nadzieja materializuje się na razie w jednej, jedynej osobie pracującej w Polsce.

Ale jak uznani nie dali rady, czas popatrzeć po tych, co wyszli z mundurów. Tutaj przyznam szczerze, miałem pewne opory, ale cóż, czas zacząć. Niestety, okazało się, że chyba stanowisko bardzo niefajne. Bo znowu przyszli ci, co odtwarzają pewne czynności, postępują według procedur. Jedyne co – to ogromna dyscyplina. Ale ja nie tego szukam. Nie szukam dyscypliny, wyrażającej się słuchaniem góry (z zachodu) czy góry (stopniem). Szukam tych, co potrafią wymyślić. Zrozumieć proces, dopytać, popytać, wysłać zapytania do instytucji i na bazie zgromadzonych informacji zaproponować rozwiązanie.

Nie ma takich w Polsce????

Nie wierzę.