Bezpieczeństwo jak człowiek?

0
45

…czyli o rozwoju systemów bezpieczeństwa słów kilka.

Patrząc w kilku (nastu) firmach na bieżąco jak wygląda bezpieczeństwo, dochodzę do wniosku że znowu natura jest mądrzejsza. Schemat będzie jeden – zawsze.

Wiek niemowlęcy (pominę noworodka i okres prenatalny)

Zaczynamy praktycznie poznając wszystko dookoła. Jesteśmy niemowlakami, niewiele mówimy (bo jeszcze nie umiemy), poruszamy się średnio sprawnie. Podobnie wygląda system bezpieczeństwa. jest raczkujący, czyli mamy jakieś pojedyncze, średnio skoordynowane ruchy. Mamy ochronę fizyczną, która realizowana jest jako odrębną usługa, całkiem na swoich odrębnych dokumentach i zasadach. Mamy czasem dane osobowe – które znowu na swoich odrębnych zasadach ochrony funkcjonują. Mamy też bezpieczeństwo i ochronę ppoż – też na własnych dokumentach. I wszystko to realizowane jest na zasadzie – tak ma być bo będzie lepiej dla dziecka (systemu bezpieczeństwa i samej firmy).

Wiek poniemowlęcy

Tu już nieco wiemy więcej. Zaczynamy bardziej skoordynowane działania, ale nadal jest to na zasadzie doprecyzowania wymagań wobec naszych kontrahentów, którzy w jakiś sposób dostarczają nam usługi. Jako, że korzystamy z ochrony fizycznej jakiś czas wiemy już czego możemy wymagać (zupka o 13:00, . W IBP (instrukcja bezpieczeństwa pożarowego) pojawia się więcej celowych działań i zaczynają się pierwsze własne słowa – wynikające z zainteresowania. Potrafią pojawić się pierwsze DLACZEGO. Niemniej nadal “rodzice”, czyli ci co ustanowili system (przepisy prawa) są najważniejsi.

Wiek dzieciństwa

Ciekawy okres dla systemu bezpieczeństwa organizacji. Zaczynają się pierwsze zmiany mentorów. Jak u dziecka, które nagle zaczyna dostrzegać inny autorytet niż rodzic, tak i w systemach bezpieczeństwa zaczyna się dostrzeganie standardów, norm branżowych czy innych. Ogólnie – “wychodzimy” z systemem na zewnątrz i jak dziecko zaczynamy chłonąć. Rodzice czasem przestają być autorytetem, autorytetem staje się kolega z klasy, czyli inna firma, która np. sobie ISO 267001 wdrożyła, albo ciągłość działania (jeszcze na BS-ie). Ale nadal jeszcze zgodność z tym co rodzice ustanowili jest kluczowa.

Wiek dojrzewania.

Tu zaczyna się małe piekiełko. Koledzy stają się głównym autorytetem. To co rodzice – to tylko “ględzenie”. I jak nam nie pasuje do autorytetu kolegi, czy innego “autorytetu” to co mówią rodzice – zaczynamy negować. Sens i cel “porad” zawartych w przepisach. A wymagania często zaczynają być traktowane jako ograniczenia w działaniu – czyli popularne szlabany, przez dzieci często traktowane jako złośliwe. Cóż… Aż staje przed oczami obraz niektórych “specjalistów” od bezpieczeństwa, którzy potrafili tu i tam autorytarnie stwierdzić, że przepisy są bzdurne, wymyślają urzędasy tylko po to, żeby poprzeszkadzać i utrudnić. Systemy bezpieczeństwa często w tym momencie przechodzą nieco bezsensownie na normy, a celem jest certyfikacja. Znów – znana z bardzo silnej potrzeby w wieku dojrzewania – przynależności. Tym razem do elitarnego grona – elitarnych posiadaczy certyfikatów. Często wydawanych za to, że się jest zgodnym z danym standardem (głównie z zewnątrz), czyli upodabniamy się do tych, którzy w opinii twórców systemu są godni naśladowania. Nic to, że w większości standardów zapis jednego z wymagań – to zgodność z przepisami prawa, a w innym polityka bezpieczeństwa jest tylko materializacją przekonań zarządów. Najważniejsze, że jesteśmy “tak samo ubrani”, używamy tego samego słownictwa (tu cudzysłów niepotrzebny – bo wprost z normy treści i punkty) itd.

Okres dojrzałości

Czyli pierwsze zastanowienie. I wykorzystanie czegoś co potocznie (choć chyba niesłusznie) nazywane jest inteligencją nabytą. O ile mnie pamięć nie myli, lepszym określeniem jest myślenie abstrakcyjne. Czyli już nie same autorytety, dlatego, że jest się rodzicem (przepisem prawa) już nie koledzy, którzy maja doskonałe rozwiązania (normy i standardy). Ale pojawia się pierwsze zastanowienie – JAK? Jak samodzielnie ograć temat, połączyć rodziców i kolegów? W systemach bezpieczeństwa zaczynamy się zastanawiać, dlaczego niektóre działania są dublowane, choć mogą być robione razem. Szukamy rozwiązania, które umożliwi nam łatwiejsze pozyskiwanie wiedzy, łatwiejsze radzenie sobie z problemami. Autorytet rodziców zaczyna powracać – z dystansem, ale jednak.

Czyli czas na pierwsze własne wnioski, pierwszy kształt systemu, pierwsze własne koncepcje . W których ważniejsze staje się nasze własne – co ja chcę robić, a potem jak to zrobić. I tu już mamy do czynienia z pierwszą integracją systemu bezpieczeństwa, pierwszymi wymaganiami (jak u człowieka – chłopiec, czy dziewczynka). Już widzimy, że audyt wewnętrzny ma cel nieco inny niż audyt zewnętrzny. Widzimy i czujemy potrzebę zbudowania czegoś – a efektem nie ma być tylko kwitek na ścianie w postaci piątego certyfikatu, a “coś” z czego będziemy dumni. Chcemy w sumie własnego dziecka – i zaczynamy je tworzyć.

A potem – mamy swoje dziecko – system bezpieczeństwa. Nasz własny, ze swoimi wadami, których jesteśmy świadomi. Pomagamy mu się rozwijać, ale już wiemy, że potrzebuje też luzu. Pozwalamy na pierwsze samodzielne decyzje – koncepcje w ochronie ppoż, w ochronie fizycznej. Przypominamy, że każde z nich ma braci – których staramy się godzić. Wymagania IT, bezpieczeństwa inforamcji z BHP i pożarówką. Fizyczna tez obok jest i nie może być gorsza. Wszyscy dostają obowiązki, ale mają też prawa. Chcemy być najlepszym rodzicem w sumie dla gromadki już.

Ale… ale tu pojawia się potrzeba – jak to zrobić? Kursy, szkoły, książki… szukamy, uczymy się. Również na własnych błędach, które już nie są odrzucane jako “stało się”, a zaczynają być rozpatrywane jako wynik działań. Czyli.. w systemie bezpieczeństwa pojawia się monitoring incydentów, naruszeń bezpieczeństwa – jakkolwiek go nazwać i zdefiniować. I zaczynamy samodoskonalenie.

A co z nami? Czyli źródłowym systemem bezpieczeństwa?

Zaczynamy być rodzicem – czyli decydować. W odniesieniu do bezpieczeństwa organizacji – pojawia się “czapka”, czyli swoisty zespół nadzorujący, wskazujący kierunki i zakres działania. Szanujemy już naszych rodziców (prawo), ale mamy też własne koncepcje. Jesteśmy zgodni z tym, co nas rodzice nauczyli, ale nie słuchamy ślepo, bo rodzice też potrafią się mylić (różne interpretacje organów i urzędów). Najważniejsze – być w zgodzie z ideami jakie nam wpojono – a te już rozumiemy. Minimalny system bezpieczeństwa wynikający z przepisów prawa ma za zadanie zapewnić minimalny poziom bezpieczeństwa… ale nie tylko nasz. Częściej – tych, którzy z nami obcują. Czyli rodzice przygotowali nas do życia w społeczeństwie – tak, żeby innym nie szkodzić. I najważniejsze – korzystamy z własnego doświadczenia – czyli zaczynamy je wykorzystywać. Pojawia się często potrzeba ich zmaterializowania, ułożenia. I zaczynamy myśleć czasem o napisaniu książki.

Mamy też kolegów – tych w naszym wieku, sprawdzonych, pomocnych. Młodszych też – i  się nieco uśmiechamy, jak młodsi koledzy, ślepo są zapatrzeni w normy, standardy, czy zasady korporacyjne. Uśmiechamy się pod nosem, przypominając sobie – tak, też tacy byliśmy.

Wiek średni

Spotykamy się z naszymi dziećmi przy różnych okazjach, ale… chyba zbyt rzadko. Wigilia, Wielkanoc, czasem coś po drodze (urodziny, imieniny). Ale zaraz… chyba nie tak miało być? Nieco tracimy kontrolę nad tym co się dzieje – zostajemy tylko doradcą i to czasem średnio słuchanym. Niewiele już mamy wpływu na nasze dzieci, informacje mamy z reguły z drugiej ręki. Wiele rzeczy jest przed nami ukrytych. Pojawiają się pierwsze problemy – nie wszystko zaczyna działać jak trzeba. Pojawiają się audytorzy i konsultanci, którzy mają nas zdiagnozować i leczyć. No i próbują… Z różnym skutkiem.

Ale… bywa, że coś się stanie. Wtedy po poradę… ukojenie, wskazanie dobrej drogi.

Starość

Cóż. Nie działamy za dobrze. Potrzebne wspomaganie, ciągłe leczenie, czasem szpital. W systemie bezpieczeństwa – audyt pogania audyt. Konsultantów robi się więcej niż członków zespołu bezpieczeństwa. Coś nie działa – i to mocno. Szukamy też szarlatanów – wracamy do opowieści o wspaniałych uzdrowieniach (standardach). Czasem szukamy w nie do końca sprawdzonych metodach leczenia – jak to w życiu, pojawiają się nowe metody zarządzania, to nawet nie poczekamy, bo… czas nas goni. Coraz słabiej, coraz gorzej. A potem już tylko ciemność…