BCM – więcej norm, czy myślenia?

0
48

Po ostatnim wpisie o Kozienicach dostałem kilka wiadomości (via PW, mail, skype). O tym, że przecież procedury, standardy, normy, zasady budżety…

Mam fatalną nowinę dla BCP koordynatorów, BCM managerów i innych.

PO KRYZYSIE – NIGDY NIC NIE JEST TAK SAMO.

Ogólnie to nawet nie ma dwóch takich samych kryzysów. Dlatego działania w obszarze zarządzania ciągłością idą na PODSTAWIE planów i procedur, ale nie W PEŁNEJ ZGODNOŚCI Z NIMI.

 Warto popatrzeć co jesteśmy w stanie zrobić zgodnie z procedurami:

  • Obdzwonić zespół (call tree);
  • Skołować im salę (zasoby);
  • Zebrać informacje (nie zawsze);
  • Zrobić kawę…

Plus kilka innych. Ale jak uważnie wczytacie się zarówno w standardy (czy to ISO serii 22300 czy dawny BS 25999, czy przewodniki i podręczniki organizacji branżowych), to zauważycie, że wszystko to są działania o charakterze ORGAINZACYJNYM, ADMINISTRACYJNYM. Czyli tak naprawdę mają za zadanie stworzyć środowisko dla zespołu kryzysowego. O rozwiązaniu konkretnego nie ma mowy, w niektórych typowanych, z dobrze zrobionymi scenariuszami są wzorcowe … scenariusze (tak, powtarzam to słowo), niemniej zawsze przy takim scenariuszu na określonych krokach jest informacja – pozyskaj informacje. Zewnętrzne – czyli czy się nie zmieniło otoczenie i wewnętrzne – czy realizacja scenariusza ma sens i nie tworzy nowego ryzyka (o tym to na inny BAAARDZO obszerny wpis).

A co musimy wymyślić?

Komunikat – wstępny (kolejne też). Są szablony – owszem, ale czy jest TREŚĆ komunikatu? Hm… w zdecydowanej większości przypadków czy to tworzonych systemów BCM, czy audytowanych procedura dochodzi do punktu:

Na podstawie zebranych informacji i prognozowanego scenariusza rozwoju kryzysu (eskalacji, jak to w innych) – opracuj komunikat (to dla tego, co odpowiada za PR/MR i inne “relations”).

Oszacować… czyli tak naprawdę na bazie bardzo mizernych danych stwierdzić, jaką skalę kryzysu “wykręciło nam” zdarzenie.

Czyli znowu, na bazie często szczątkowych informacji, nie do końca potwierdzonych (nie zawsze się da, choć trzeba dążyć), należy ocenić co sie stało. Ocenić w wielu wymiarach.

Mogę tak długo. Ale mam nadzieję, że już przekonałem, że żadna norma, w żadnym systemie nie tworzą układu zero-jeden. A już na pewno w kryzysie nie działa się jak w systemie eksperckim (ekspertowym – jak to na uczelni mnie poprawiano). Czyli na pytanie nie ma czasem w ogóle odpowiedzi, a czasem jest ich kilka.

Sama tematyka BCM/BCP i zarządzania kryzysowego będzie przeze mnie rozwijana, choćby dlatego, że rynek wymusza. A najlepiej pisać na praktyce, a nie przeczytanych książkach.