Ameryka po … incydentach

0
38

Tak, niestety, tak się nazywa zdarzenie, które wykracza poza ustalony system bezpieczeństwa. Incydent – nie masakra, nie jatka, ani żadne inne ociekające krwią słowo. Jest to incydent bezpieczeństwa, naruszona została ochrona, reakcja była prawidłowa, szybka i zdecydowana, a czynnik inicjujący incydent sam się wyeliminował. Niestety, nie ma jeszcze rozwiązań które znamy z twórczości Philippa Dicka, przeniesionej na ekran – czyli Raportu Mniejszości i przewidywania przyszłości. Spece od bezpieczeństwa tworzą modele, ale jak widać są .. albo niedoskonałe, albo… za drogie. Ale nie o tym dziś.

Dziś chciałbym dwa zdania na temat broni i dyskusji, jaka rozgorzała po incydencie w szkole oraz dwóch kolejnych, które nieco ciszej przez media się przetoczyły. Otóż pojawiły się znowu głosy, że broń jest zbyt dostępna. Proste stwierdzenie, ale dla “bezpiecznika” to już kilka teorii, kilka zmiennych i kilka poważnych problemów związanych z wprowadzeniem tego zakazu. ot na początku pewne założenie. Czy tez odpowiedź na pytanie:

JAK buduje się systemy bezpieczeństwa?

Odpowiedź zapewne nie uraduje zwolenników teorii spiskowych. Żaden system bezpieczeństwa nie jest budowany na 100% skuteczności bo… nie da się. Zasada Pareto również tutaj się sprawdza – 20% nakładów da 80% skuteczności systemu. Trzeba by kolejnych 80 % nakładów (czyli 4 x tyle co jest) aby “podciągnąć” bezpieczeństwo do zbliżonego do 100%. Jak ktoś chętny – niech posprawdza statystki. Mogę podpowiedzieć jak zacząć, czas badania około 3 lat. Moimi nie dzielę się – wybaczcie, książkę o bezpieczeństwie publicznym piszę 5 rok, prywatnym i korporacyjnym – 3-ci rok (i pewnie długo jeszcze będę pisał, bo tyle ciekawych zleceń, robótek, zdarzeń, że nie ma czasu). Nie chcę oddać czegoś, co mi się przyda.

Z tego założenia należy przyjąć, że system bezpieczeństwa publicznego jaki jest wdrożony w wielu krajach – nie jest systemem kosztującym tyle samo co potencjalne straty, tylko trzymamy się pewnego progu “wysokiej efektywności”.

Praktyka…

Praktyka mówi, że w przypadku incydentów z bronią osób nie do końca zrównoważonych, ograniczenie dostępu do broni palnej rzeczywiście może ograniczyć tych nieco mniej zrównoważonych, czy dokładniej – ograniczyć ich siłę rażenia. Bo jak coś w kim siedzi, to siedzi i już. Zamiast pistoletu, czy pistoletu maszynowego tudzież karabinka albo strzelby – weźmie po prostu tzw. broń białą. Rażenie będzie mniejsze – ale… zawsze będzie. W związku z powyższym – straty jak w ostatnim poważnym incydencie będą raczej na poziomie 3-5 osób, bo ktoś gościa w końcu zdzieli krzesłem i poprawi kilkoma innymi i się skończy. Reakcja na broń palną jest nieco inna z psychologicznego punktu widzenia. Ale to może kiedyś…

I tyle powiedzmy dobrych stron.

Teraz nieco gorsze niestety, ale też od teorii warto zacząć, co mi Czytelnik chyba wybaczy.

Bezpieczeństwo publiczne…

W Polsce w ogóle nie ma definicji bezpieczeństwa publicznego – formalnej i prawnej. Są jakieś tam próby. Bez definicji, każdy z nas to mniej więcej widzi, czuje i słyszy.

Jak się buduje system bezpieczeństwa – w tym też publicznego?

Reagując na zagrożenia środkami w trzech podstawowych etapach materializacji zagrożeń:

  • Prewencji – czyli przeciwdziałania i wykrywania symptomów
  • Interwencji – czyli reakcji zmierzającej do usunięcia zagrożenia oraz (co równie ważne) przyczyny owego zagrożenia
  • odbudowy – czyli ratowania tego, co zostało.

Czas na praktykę…

Suma zabezpieczeń na wszystkich trzech etapach to suma działania usług publicznych w obszarze bezpieczeństwa i samoobrony realizowanej przez obywateli. Dlatego dyskusja o zakazie broni w USA nie ma moim zdaniem najmniejszego sensu. System prewencji jest oparty nie tylko o funkcjonariuszy służb – wiele jest form organizacyjnych lokalnych, sąsiedzkich etc. W Polsce próbowano implementować takie rozwiązania – niestety za bardzo nie wyszły. Ale masa naszych krajowych ekspertów zapomina o tej właśnie “drobnej” różnicy, wypowiadając się bardziej lub mniej mądrze o tym, co w USA po incydencie. To nie POLSKA. U nas nie ma takiej współpracy – programy “Razem Bezpieczniej”, “Bezpieczny Sąsiad” i inne firmowane przez MSW, organizacje pozarządowe – nie mają takiej skali jak w USA. Z wielu powodów od mentalności ludzi, którzy musieli kiedyś tam w zamierzchłych czasach sami organizować swoje “policje” po … odległości – czyli czynnik czasu. Kiedyś może rozwinę teorię T. Nowickiego o reakcji (to taka teoria powstała z praktyki, a nie z badań laboratoryjnych). Na razie warto stwierdzić i pamiętać, że średnie miasto w USA bywa rozległe jak nasze największe.

No i tu dochodzimy do drugiego aspektu, czy też przyczyny, dla której uważam, że zakaz broni w ogóle nie przejdzie. Nie, nie chodzi o czas. Chodzi o… podstawę koncepcji systemu bezpieczeństwa. Najpierw byli obywatele, którzy się bronili, potem powstała policja. Czyli można przyjąć że powstała jako “uzupełnienie” form samoobrony, opartej zarówno o broń w domach, jak i formy samoobrony sąsiedzkiej. Odebranie narzędzi służących tejże ochronie obywatelom MUSI (nawet nie powinno, a musi) skutkować wypełnieniem tych elementów przez służby bezpieczeństwa. A w to nie wierzę.

Pisząc prościej – system bezpieczeństwa publicznego jest sumą zabezpieczeń wynikających z uprawnień i form stosowanych przez obywateli wraz z narzędziami i sposobem pracy instytucji państwowych. Zmniejszenie “wkładu w bezpieczeństwo” jednego z tych elementów powinno być równoważone podobnym działaniem innego elementu. Czy USA jest na to gotowe? Żeby usunąć zabezpieczenie w postaci skutecznej samoobrony obywateli i dać w zamian za to ochronę policyjną?

 

PS. Z podobnego powodu uśmiecham się pod nosem jak słucham o rozwiązaniu SM w Polsce. I argumenty – że Policja może robić to samo – bo te same uprawnienia. To w takim razie czemu nie robi? Stan etatowy SM – około 11 tys. osób. Wakaty w Policji – 30 tys. Lubię bajki… ale na dobranoc.